Jestem kobietą, przyznaję się.
Są pewne sfery życia, o których się nie dyskutuje. Coś należy do mnie, podlega moim decyzjom i nikomu nic do tego.
Co prawda spotkałam się już ze stwierdzeniem, gdzie na równi stawiano emancypację kobiet i homoseksualizm jako swego rodzaju wynaturzenie, ale…
Czy my żyjemy w XXI w.? Ja się gubię.
XXI w., gdzie to mężczyźni uznają kobiety z tatuażami za niestabilne emocjonalnie.
XXI w., gdzie to mężczyźni twierdzą, że tatuaże u kobiety to przejaw dysfunkcji.
XXI w., gdzie „powodem” do tatuaży jest chore środowisko, w którym się wychowywały.
XXI w., gdzie tatuaże kojarzą się z burdelem.
Jakie są inne przejawy kompletnego braku kultury?
UWAGA!
Nie chodzi mi o gówno-burzę, na co może wyglądać.
Nie chodzi mi o postawienie się na piedestale ze słowami na ustach „ja jestem mądrzejsza, wy durne człekokształtne małpy z ogonami z przodu”.
Jestem świadoma, że można mieć różne poglądy, ale rzucać ogólnym hejtem na wszystkie kobiety nie jest w porządku.


