Patola, Facebook i komentarze

Jak ostatnimi czasu chujowy miałam humor (przepraszam za wulgaryzm, ale to serio było dno i gorzej) to czytając teksty ns Spotted: Patologiczni rodzice to lałam prawie po nogach ze śmiechu.

Wrzucę tu tylko parę przykładów, ale dla mnie to jest wpierw rozwalające, potem przerażające. Na ile te posty są prawdziwe a na ile to trolle? Na ile faktycznie ludzie piszą tak tragicznie ortograficznie i składniowo, a na ile trzeba zrobić z siebie idiotę?

Dziękuję serdecznie za towarzystwo i do następnego 🙂

No risk no fun

Przed nami przejrzenie wiadomości z 9 różnych portali. Co pojawia się jako pierwsze, co rzuca się w oczy, jakie błędy się powtarzają?

Wrzuciłam hasło „wiadomości” w Google.

  1. reklama i info prasowe

Ku mojemu zaskoczeniu pierwszym był post o uszkodzonych autach na ryku wtórnym, pełny danych statystycznych, niestety po tym rzucie zaczęłam czytać i odrzuciło mnie po trzecim czy czwartym zdaniu. Dlaczego? Ano dlatego, że autor uznał czytelnika za idiotę, który nie rozumie, że skoro ⅓ oferowanych aut miała odnotowaną szkodę, to znaczy, że co trzeci samochód miał… szkodę. Już pomijając rzetelne zdania zaczynające się od „ale” (jakbym sama tak zdań nie tworzyła, nie?) oraz niekiedy specyficzne połączenia typu „ciekawe wnioski się rysują ” (ja zapamiętałam, że wnioski się wyciąga, bądź coś się jawi jako np. ciekawe).

Kolejne artykuły to coś o p.Kozidrak czy wycieczki z dziećmi, więc wskoczyłam jeszcze na tematy zdrowego odżywiania i porzeczki/borówki. Niestety tu było dosłownie może z 6-8 linijek tekstu i linki do innych artykułów.

2. onet

Ha! Tak często wspominany portal, z którego sama się śmieję. Jeden wielki misz-masz. Wszystko, co mniej i bardziej ważne w jednym miejscu, owszem, ale te nagłówki to czasem powalają.

„Tak wygląda przyszłość/awantura podczas libacji/nagi mężczyzna straszył kobiety/… zrobił wielkie głupstwo” i wiele innych wrzuconych między faktycznie ciekawsze, ważniejsze tematy (wiele politycznych). Nie uważam oczywiście, że ostrzeżenie, że jakiś fetyszysta z jajami na wierzchu lata po okolicy nie jest istotnym, jednak może gdzieś indziej umiejscowione, może bardziej w lokalnej prasie…

3. tvn24

To dla mnie rozczarowanie. Na dzień dobry wita mnie Lewandowski, na którego nie mogę już patrzeć. Już się boję, że wylezie mi z lodówki!

Potem już lawina złych wiadomości (tak się trafiło widocznie..): pijany kierowca, potrącenie chłopca, burze i alarmy, inflacja, korupcja polityczna… i tak można długo. Chujowo w tym kraju.

4. dziennik

Tu odpowiada mi forma. Przejrzysta, nie rażąca konstrukcja strony to pierwsze co rzuciło mi się w oczęta. Potem były zdjęcia, dużo i duże. Czy to niemiecki Bild czy dziennik miał być?

Ale zwracam honor, tematy nie są błahe, m.in. talibowie, Greenpeace, NIK, SN, Zapad-21, AgroUnia.

5. gazeta

Przyprawili mnie o zawał, bo po wejściu na stronę wyskoczyła mi na ryj wielka reklama, chyba motoroli.

Poza tym dość konkretnie i tematycznie. Talibowie, kościół, kościół, trochę polityki polskiej i zagranicznej (oczywiście wywalają tu też na ryj reklamy, gdyby komuś się znudziło – jak wchodzisz w artykuł i wychodzisz).

Ja rozumiem, że z reklam też żyją, jak wiele portali – spoko, serio, ale żeby czytelnik od razu zawału miał dostać?!

P.S. te wstawki reklamowe między fragmentami tekstu mnie bardzo drażnią, bo nie wiem, czy to już koniec czy się ciągnie, a może to też reklama :/

6. tvp

Pierwsze skojarzenie – o ironio – z niemieckim Tagesschau. Szybko jednak się zreflektowałam i przeprosiłam w duchu Niemców za takie porównanie. Tagesschau oferuje więcej.

W informacjach znalazłam – szok – Lewandowskiego, Lotto i nową siedzibę TVP3 w Kielcach. Potem były równie ważne rzeczy typu odznaczenie arcybiskupa, walka o Konstytucję przez PiS (żeby się chronić przed związkami jednopłciowymi), sondaże ku czci i chwale PiS i tak dalej…

Najbardziej mi zostanie w pamięci wyrażenie „patrząc na coś zgrubnie” – nie spotkałam się z tym w życiu, a sporo czytam głupot. Pomijając literówki i rozbudowane przesadnie zdania, gdzie chyba sam autor pogubił się w tym co miał zamiar napisać, to nie ma tragedii…

7. wp

To trochę taki onet, tylko kategorie ma z lewej strony. W sumie nie wiem czemu akurat Krakow, Trójmiasto i Śląsk zostały wytypowane do bycia na świeczniku, ale ok.

Na czerwono tematy aktualne, covidowe, ważniejsze wg administratorów. Nawet z niektórymi wyborami mogę się zgodzić.

Same artykuły zazwyczaj nie powalają, mają dużo cytatów, poza tym są dość suche i przeplatane reklamami („Dzięki reklamom oglądasz wszystko za darmo”). Za to dla mnie „The best of” to są komentarze. Ze skrajności w skrajność tam ludzie popadają i to jest lepsze nawet niż te artykuły. Czasem tylko nie wiadomo, płakać czy śmiać się…

8. rmf24

Po tytułach odniosłam wrażenie, że tam siedzą myślący ludzie. Z prawej, wyraźny zestaw najnowszych i najciekawszych tematów, acz nie przytłaczający.

Tytuły zwięzłe i na temat, duże zaskoczenie dla mnie było, że tu z kolei wolą doceniać Polaków. Wiadomo, Lewy, ale i siatkarze. Poza tym… Expo w Dubaju i nasz fajny pawilon! Ktoś się może zaśmiać – a co to za wyróżnienie? Ano wydaje mi się, że to już dobry początek – zwrócić na siebie pozytywną uwagę, pokazać się z fajnej, zaangażowanej strony. A ileż się ma dziać! Fora i seminaria, 11 listopada, Boże Narodzenie i jeszcze jakieś 700 innych atrakcji. To brzmi bogato, nie?

9. gazeta prawna

Po nazwie dużo można oczekiwać, raczej się też nie pomylimy – Sejm, SN, KE, Ministerstwa, Morawiecki, Niedzielski, ustawy… oj dużo by wymieniać.

Za to te artykuły… są dość krótkie. Nie wszystkie, oczywiście, ale większość, na którą ja trafiłam to tak może na 3 minutki, może 5. Tu też dominują cytaty i jest opcja komentarzy, choć nie widziałam ich zbyt wielu. A jako że cytaty stanowią większość to i nie mogę się czepiać składni nawet, bo jak polityk coś walnie, to załamać ręce można.

Tak kończę zestawienie, zawiedziona, znudzona, z obolałymi plecami i oczami. Wiadomości powinny treścią powalać moim skromnym zdaniem, a nie kolorystyką, ale ja się nie znam, nie mój fach.

Kodeks drogowy, wersja rozszerzona

Slow Life by Marzena

Prawda jest taka, że z przepisami jest jak z procedurami. One nie zastąpią myślenia i minimum wyobraźni. A potem tak naprawdę nie ma znaczenia, kto miał rację. Szkodom czy problemom lepiej zapobiegać. Na ile to możliwe. Nie jestem mistrzynią kierownicy. Ba, zdarza mi się popełniać błędy, nie wiedzieć, co oznacza jakiś niespotykany znak, zrobić głupi […]

Kodeks drogowy, wersja rozszerzona

Pogoda zmienną jest

Wybrałam się dziś do centrum na spotkanie. Było ładnie, całkiem ciepło jak na ostatnie dni, trochę słońca.

Posiedzieliśmy z dwie godziny, wypiliśmy kawę, pogadaliy, podyskutowaliśmy na różne tematy (migracja, polityka, mury, druty, ceny, bajki…) i się rozeszliśmy.

Wszystko fajnie, wracam tramwajem i tak coś szaro za szybą. Stajemy na przystanku, otwierają się drzwi i już wiem.

Nie padało. Lało! Ja w kurtce wprawdzie, ale bez choćby kaptura. O parasolce oczywiście można zapomnieć.

Z tramwaju do autobusu – czyli stanie 2x na światłach. Kałuże już wielkie, a ja w obuwiu mało wodoodpornym.. Potem z autobusu do domu. Przynajmniej takim parkiem się przechodzi, nawet w deszcz całkiem przyjemnie.

Wiecie, teraz w dobie ślicznych chodników z kostki mam sentyment do betonu. Jakkolwiek by to dla niektórych głupio nie brzmiało, wolę ten obecnie popękany i krzywy niż od linijki ułożoną kostkę.

Sprawy indywidualne

to rzeczy, o których się zwyczajowo nie dyskutuje, bo prowadzą do… powiedzmy, nieporozumień, żeby nie powiedzieć wręcz awantur i wojen. A z drugiej strony czemu nie, zauważam coś, to i napiszę parę słów.

Mnie drażni na przykład taki specyficzny zwyczaj, raczej u młodych, żeby w wypowiedzi wplatać angielskie słówka. Ja rozumiem, uczą się od maleńkości, piosenki, gry, instrukcje – gro rzeczy jest po angielsku (oczywiście nie tylko, jednak ta przewaga jest odczuwalna), jednak wtrącane „well/so/fancy/creepy/nice/no shit, Sherlock/fun/sorry/…” jest takie…

Dla mnie to zwyczajnie zbędne i irytujące.

On jest taki creepy!

To teraz takie fancy.

Reakcja na ubiór: Niiice.

Zamiast „no cóż”: weeeell

I tak dalej, i tak dalej. Ja może starej daty jestem, czepiam się. Dla nich to zapewne już naturalne, podświadomie używają tych słów jak i wielu innych, które przecież mamy w codziennym słowniku: weekend, TV, event, monitoring, bestseller, link, manager,… tego jest multum. Zdaję sobie sprawę, że to może zakrawa na hipokryzję, bo na pewno zdarzyło mi się rzucić „sorry” czy zastosować „peeling”, nie wspominając już o oczywistym „hobby”.

A co z Tobą?

Facebook

Niektórym pewnie to koło ucha lata, ale w końcu zebrałam się i zrobiłam na FB osobną stronę dotyczącą DV. Tam będą komunikaty o postach, żeby bajzlu nie robić, tak jak jest na ogólnym moim koncie.

Przy okazji tego kroku zaczęłam się zastanawiać… to dużo czasu ni wysiłku nie kosztuje, jak wiele innych rzeczy na tym świecie, a jednak człowiek zwleka. Zwleka czekając na… co? Sam ten człowiek zwykle nie wie, po cholerę on czeka, skoro można zrobić coś od razu, pyk i z głowy.

Ja miewam takie momenty, kiedy siedzę kilka godzin albo leżę jak ten trup i faktycznie nic nie robię, ale zdrowy człowiek raczej ma energię na jakieś poczynania, a sam sobie przeczy.

W każdym razie: FB DV

Postaram się tam wrzucać info na bieżąco co się tyczy postów. Jak są powiadomienia na WordPress to raczej FB wam zbędne, ale… kto co woli. Może komuś łatwiej polecić na FB, przy takim teoretycznym założeniu 😉

Pozdrowionka