Sprawy indywidualne

to rzeczy, o których się zwyczajowo nie dyskutuje, bo prowadzą do… powiedzmy, nieporozumień, żeby nie powiedzieć wręcz awantur i wojen. A z drugiej strony czemu nie, zauważam coś, to i napiszę parę słów.

Mnie drażni na przykład taki specyficzny zwyczaj, raczej u młodych, żeby w wypowiedzi wplatać angielskie słówka. Ja rozumiem, uczą się od maleńkości, piosenki, gry, instrukcje – gro rzeczy jest po angielsku (oczywiście nie tylko, jednak ta przewaga jest odczuwalna), jednak wtrącane „well/so/fancy/creepy/nice/no shit, Sherlock/fun/sorry/…” jest takie…

Dla mnie to zwyczajnie zbędne i irytujące.

On jest taki creepy!

To teraz takie fancy.

Reakcja na ubiór: Niiice.

Zamiast „no cóż”: weeeell

I tak dalej, i tak dalej. Ja może starej daty jestem, czepiam się. Dla nich to zapewne już naturalne, podświadomie używają tych słów jak i wielu innych, które przecież mamy w codziennym słowniku: weekend, TV, event, monitoring, bestseller, link, manager,… tego jest multum. Zdaję sobie sprawę, że to może zakrawa na hipokryzję, bo na pewno zdarzyło mi się rzucić „sorry” czy zastosować „peeling”, nie wspominając już o oczywistym „hobby”.

A co z Tobą?

4 thoughts on “Sprawy indywidualne

  1. Mnie też angielskie wtręty rażą. Chociaż niektóre weszły do naszego słownika na stałe.
    I niestety sama je używam chociaż pewnie są odpowiedniki polskie. Szczególnie w elektronice internetowej różne nośniki itp.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Też nie jestem zwolenniczką angielskich wtrętów. To znaczy uznaję zasadność tych, które weszły w polskie życie razem z nowymi urządzeniami, czy sytuacjami. Natomiast zastępowanie na przykład polskiego „przepraszam” zwrotem ” I’m sorry” czy jeszcze gorzej „sorki” po prostu mnie wpienia. Pewnie również jestem starej daty, ale uważam, że taka niczemu nie służąca mieszanka językowa jest po prostu niechlujstwem i prowadzi do bełkotu..

    Polubione przez 1 osoba

Dodaj komentarz