Kolorowy ptak, kolorowy charakter. Frida Kahlo dziś na tapecie.
Magdalena Carmen Frieda Kahlo y Calderon, butna i zawzięta, aspirowała na medycynę (gdzie dziewcząt było jak na lekarstwo; ha ha). Pech chciał, że wsiadła do innego autobusu niż pierwotnie miała i trolejbus również „wsiadł”, powodując drastyczny wypadek. Ciało Fridy przebiła stalowa poręcz, nie mówiąc o takich drobiazgach jak połamane kości od kręgosłupa do śródstopia. Wbrew rokowaniom lekarzy przeżyła, a po wielu miesiącach zaczęła ponownie uczyć się chodzić.
Czas spędzony w szpitalu poświęcała malowaniu. Wstać nie mogła, ale rękami na leżąco sobie radziła. Prace te pokazała potem malarzowi Diego Riverze, spotkanego jeszcze w gmachu szkoły. Efektem tej znajomości był ślub, gdy miała 22 lata. On był starszy o jakieś 20.
Podróżowali, spotykali się z innymi artystami na całym świecie, były wernisaże (obojga), cóż za życie! Wprawdzie Diego lubił umilić sobie czas innymi kobietami, ale jakoś to mogła przeboleć. Póki jedną z kochanek nie stała się jej młodsza siostra.
Przez rok nie wzięła pędzla do ręki. Ostatecznie im wybaczyła, ale to była zbyt wielka rana, by ją ot tak zapomnieć. Wdała się w romans z Lwem Trockim, a Diego wystąpił o rozwód. Kobiety były ok i Diego też, ale żeby Frida miała romans z facetem? Tak nie może być!
O ironio, rok po rozstaniu znów się pobrali. Fizycznie niewierni, ale przyjaźń, sztuka i komunizm były silniejsze.
Generalnie to Diego był tym „znanym artystą”, a Frida żoną w cieniu. Malowała trochę dla zabicia czasu i smutku (samotność, ból po operacjach oraz strata 3 ciąż), ale po sukcesie w Ameryce był Paryż. Nie czuła się tam zbyt dobrze, ale uznanie rosło. Gorzej ze zdrowiem…
Kręgosłup wysiadał, po 30 jeździła na wózku, amputowano palce u stopy, potem nogę do kolana. Mimo kamiennej maski bardzo cierpiała.
W Meksyku wystąpiła na własnym wernisażu niemal jak eksponat – w łóżku z baldachimem na środku galerii. To była równia pochyła ku śmierci, ale nawet na kilka dni przed śmiercią namalowała jeszcze obraz – arbuzy z podpisem „Viva la vida”.


Autoportret jako Tehuanka
***
Czytaj też pozostałe części serii „Kobieta o kobietach”:

