Książki na tapecie

Jak widać książki trudne, wymagające – dlaczego?

Książka Łysiaka powstała jakieś 20 lat temu, ma wiele elementów, które drażnią (mnie), choćby absolutne przywiązanie do idei słusznej rodziny i podziału ról. Sam wydźwięk jest obraźliwy, natarczywy. Zdarzyło się mu też oczerniać bez podania argumentu. Do tego demonizacja internetu (oczywiście, że ma swoje minusy, ale nie popadajmy w skrajności!).

Trzeba mu jednak rację przyznać do do obłudnych idei, które mają działać cuda dla ogółu, a w rzeczywistości być korzyścią dla wybranych.

Ma rację pytając gdzie sens w rozwiązywaniu konfliktów wojnami, które generują nowe.

Trzeba zwrócić uwagę na fakt, że historia jest w rękach ludzi, a od podejścia do faktów historycznych niedaleko do relatywizmu moralnego.

Bardzo na plus jest mowa o krzywdzącym określeniu „polskie obozy zagłady”, że AK wymordowało więcej Żydów niż Niemcy, że to polska wymyśliła Auschwitz, ażeby pozbyć się nielubianych.

Sodoma natomiast jest księgą bardziej może jako zbiór fragmentów; to teza, argumentowana wielostronicowo, by i te argumenty poprzeć poprzez kolejnych naście.

Tak na prawdę, z mojego punktu widzenia, ta książka nie jest wielkim odkryciem, choć należy docenić wkład autora (4 lata zbierania danych).

Kościół to nie wiara, a system – system zmyślny, oparty na chciwości i kłamstwie.

Sprawiedliwość rządzi się zasadą „jak się spodobasz, to awansujesz”, uczciwość jest tylko wtedy, kiedy nikt nie słyszy.

Wojny toczą się nie tylko między politykami, ale też między duchownymi, potrafiącymi wzajemnie odesłać się do Piekła, byle tylko wyjść na swoje.

Mimo wszystko ta książka dla mnie jest dość chaotyczna, bardzo czasochłonna i rozwleczona. Opisy spotkań, które nic nie wnoszą; domysły odnośnie tęczowych parasolek i erotyzmu obrazów; tezy o homoseksualności na podstawie odzienia…

Żeby nie było wątpliwości – to telegraficzny skrót moich przemyśleń. Zawsze warto wyrobić swoje zdanie, skonfrontować, ale nie brać na wiarę.

***

Przeczytaj inne z kategorii „literatura”

Antyreklama

Jest różnica między tym, gdy chcemy dobrze i wychodzi jak zwykle, a gdy chcemy coś spartolić pod przykrywką i faktycznie tak wychodzi.

Społeczeństwo się oburzyło, wyszło na ulice i co? Czy coś to już zmieniło? Władza się ugięła? Oczywiście, że są głosy odważnych, że coś zaradzą na ten problem (najłatwiej byłoby powrócić do oficjalnej wersji sprzed wyroku TK), ale pojawi się i tak kolejny wniosek p.Godek, że trzeba chronić nienarodzonych.

To nie chodzi wcale o jakiś mord. Co z tego, że urodzę dziecko poważnie chore? Ano to, że ja i to dziecko cierpimy. Razem. Nie dość, że noszę je te 9 miesięcy to patrzę na jego śmierć w męczarniach. Albo patrzę na trupa wyciąganego mi spomiędzy nóg. Fajnie?

Za chrzest i pogrzeb trzeba zapłacić, bo ksiądz zapewne nie odprawi bez tego całej otoczki, chociaż to jego psi obowiązek. Niby ksiądz może odmówić pochówku (z mszą itd.) ewidentnemu przeciwnikowi Kościoła, ale gdzieś ten człowiek musi leżeć – pod płotem go nie zakopią. A dziecko? Nie zdążyło się opowiedzieć nawet za wiarą lub przeciw niej.

A co jeśli ta ciąża zagraża i życiu matki? To co, jeszcze lepiej, bo większa kasa? Ludzie, pomyślcie jaki to poziom smutky, żalu wobec dziecka, matki i całej rodziny wokół. Dziecko urodzi się jako kadłubek i co, kolejne, na które będą zbiórki w internecie. Urodzi się ze zdeformowaną twarzą? To pojedzie kiedyś na operację za granicę, będzie wycieczka?

AD 2020

Powodzie
Katastrofy lotnicze
Erupcja wulkanu
Ataki rakietowe
Ataki bombowe
Sztormy
Cyklony
Protesty
Strzelaniny
Zamachy
Trzęsienia ziemi
Wirusy

The Doomsday Clock: what is it and why does it matter? | WIRED UK
Doomsday Clock

Oczywiście, że to typowa lista, w sumie coroczna, wydarzeń ze świata. Co rok jest jakiś tajfun, huragan czy inne nieszczęście. Ludzie chorują na różne przypadłości, różne wirusy i bakterie, ba, gorsze i nieuleczalne rzeczy.

Do protestów możemy się zacząć przyzwyczajać. Ataki terrorystyczne, nuklearne? No oby nie, ale gdzieś z tyłu głowy jest ta świadomość, że ten Doomsday Clock jednak się nie myli…

Na umysł człowieka, być może chorego, nic nie zdziałami jeśli o tym nie wiemy. Spaczony? Ale wydawał się normalny, taki pomocny był. Agresywny? Nigdy! Może rzadko uśmiechnięty, ale całkiem rozmowny.

Nie było takiego samolotu, co by na ziemię nie wrócił – w ten czy inny sposób. Tego zestrzelili przez pomyłkę, zdarza się. Tam zasłabł pilot. W innym kazali lądować, pech chciał, że drzewo wyrosło..

Ja tu ironizuję, ale ile jeszcze nieszczęść w tym czasie było? Ile śmierci nie z powodu COVIDu? Ile głodu, zimna, długów, przemocy?

Dlatego ten świat jest tak smutny. Tak beznadziejny – bo nie widać nadziei dla bytu, który sam siebie niszczy. Klimat – niby o nim tak teraz głośno, ale ile to pic a ile prawda? Róbmy papierowe słomki – ale reszta w plastiku pakowana. A papier to z czego jest? Ktoś powie „recykling” – a ilu to się opłaca, a ilu woli obejść przepisy i sprzedawać coś niby-eko drożej, bo tak sobie napisze na opakowaniu?

Ten świat krąży i opiera się na forsie. Coś co było dobrą ideą – wymiana towarowa – przemieniła się dziwny, często nieadekwatny przelicznik umiejętności na jakąś kwotę.

W ten sposób edukacja zakończona dyplomem po magisterce warta jest nawet mniej niż praca fizycznego na budowie, bo on nie marnował czasu na naukę tylko poszedł „uczciwie pracować”. Nie chodzi o umniejszanie pracy takiego człowieka, bo jest cholernie ciężka i nie każdy ją może wykonywać – ale czy każdy może np. uczyć w szkole? Czy każdy może być dyrektorem/kierownikiem? Czy każdy może być księgową/kadrową?

Różnorodność to coś dobrego, ale umniejszanie roli
jednych czy drugich już dobrym nie jest.

Suicide

Kogoś może nie interesuje problem samobójstw, ale mam wrażenie, że temat niestety brutalnie wraca do „łask”.

Nie tak dawno Ronnie i jego shotgun (domniemanie o fake’u pozostawię), wcześniej dziewczyna na live się powiesiła na drzewie – co to za moda robić takie rzeczy online? Nie chcę powiedzieć, że powinni sobie w cichości podrzynać żyły, ale…

Do tej pory raczej było twierdzenie, iż osoby mówiące głośno o chęci samobójstwa wołają o pomoc. A teraz? Odpalę live na FB, ludzie do mnie piszą „nie rób tego!” albo… „na co czekasz? i np. strzelam sobie w łeb. A niech mają zabawę.

Co z tego, po co taki cyrk? Bo samobójstwa to takie passe? Bo nie trendy? Bo trzeba być twardym jak żelki z Biedronki?

NIE DLA OSAMOTNIENIA

NIE DLA SAMOBÓJSTW

NIE DLA CISZY

Nie bójmy się przyznawać do smutku i problemów.

Nie bójmy się pytać – to zainteresowanie może uratować życie.

Ludzie mieli, mają i mieć będą różne problemy. Jeśli nie będziemy uczyć młodych radzenia sobie ze stresem i presją czarne statystyki wzrosną. Nie potępiajmy ludzi, którzy mają problemy, nie potępiajmy ludzi, którzy nie poradzili sobie z życiem i je zakończyli – widocznie nie widzieli innej możliwości. Stali pod murem. Zamiast dać się rozstrzelać zrobili to „na własnych warunkach”.

Wiem coś o tym, wiem jak to jest nie móc wstać z łóżka, bo nie czuje się… nic. Pustka i bezsensowność. Wiem co to za uczucie, gdy widząc pociąg zastanawiasz się ile z ciebie zostanie, gdy rzucisz się na tory. Gdy każdy dzień jest męczącą, szarą egzystencją.

Ale żyję. Bo mam dla kogo.

*** *** ***

Edit 2.10.

Dominik, Zuzia, Kacper, Michał. Twoje dziecko LGBT+