Dziś coś chyba mniej popularnego – dźinizm (dżinizm, dżajnizm – choć tej formy się już nie zaleca). Raczej system filozoficzny niż religijny, dokładnie to nonteistyczny nurt. Czyli nie afirmują żadnego boga, ale też żadnego nie negują.
Wyznawcy mają pewien zbiór zasad regulujących życie. Właściwie ten zbiór składa się bodaj z 5 raptem, ale podkreślają szacunek dla istot żywych. Ponad to są jeszcze „trzy klejnoty/skarby”, czyli należyte spojrzenie, poznanie i postępowanie.
*uwaga: w buddyzmie też są „Trzy Klejnoty„, którymi są Budda, Dharma i Sangha.
Dźiniści chcą wyrwać się z kołowrotka pt. samsara (nieustanne wędrowanie) i osiągnąć mokszę – stan wyzwolenia.
Dwie główne wersje dżinizmu: DIGAMBAROWIE żyjący jak asceci, najczęściej nadzy oraz ŚWETAMBAROWIE ubierający się na biało (dotyczy mnichów i mniszek).
Wg tradycji jest 24 mistrzów, z czego tylko dwóch historycznych (Parśwa i Mahawira, choć ten pierwszy też jest taki półmityczny). Ba, każdy z nich ma swój kolor i zwierzęcy symbol, np. tych dwóch to wąż i lew. Niektóre się mogą powtarzać i przez to mylić (Suparśwanatha i Parśwanatha mogą być przedstawiani również jako siedmiogłowe kobry)
3 główne filary dżinizmu
AHINSA: niekrzywdzenie – zgodnie z tą zasadą większość dżinistów jest wegetarianami;
– niektórzy nie jedzą warzyw korzennych, bo ich wyrywanie z ziemi może skrzywdzić robaki; – niektórzy noszą na ustach maseczkę, by przez przypadek nie połknąć żywego stworzenia; – niektórzy chodzą boso i zamiatają drogę gałązką, by nie nadepnąć na żadne żyjątko; – są też tacy, którzy chodzą całkiem nago, bo produkcja i przetwórstwo materiałów krzywdzą żywe istoty – opcji jest wiele.
ANEKANTAVADA: świadomość niewiedzy – to bardzo skomplikowana zasada wedle której rzeczywistość jest tak złożona, że żadna prawda nie jest do końca prawdą. Wydając osąd nie możemy być nigdy pewni, że jest on w 100% właściwy, bo wszechświat jest dla zwykłego człowieka nieogarniony.
APARIGRAHA: nieprzywiązywanie się – jak w wielu religiach chodzi tu o grzech rządzy posiadania i gromadzenia. Musimy wyrzec się przywiązania do świata i jego uciech.
Półksiężyc – wyzwolone dusze na szczycie Wszechświata, pod nimi trzy klejnoty, a dłoń to właśnie Ahimsa. Koło to dharmachakra – zatrzymanie samsary. Swastyka tu jest symbolem szczęścia, prosimy nie mylić z Hackenkreuz.
Ostatnim razem obszernie zeszło się z animizmem, postaram się może zwięźlej podejść teraz do tematu. A dziś: buddyzm.
Buddyzm też jest szeroko rozumiany, ma wiele odłamów, ale wspomnę o najważniejszych:
theravada (doktryna starszych, droga starszych) – najdłużej istniejąca spośród wczesnych szkół, a jedyna obecna wywodząca się z tradycji sthaviravada. Nazwy dla nas dziwne, ale wywodzą się z martwego już języka pali, ale też ze starożytnego języka literackiego (sanskryt). Theravada używa krytycznych metod badawczych w opozycji do ślepej wiary. Dzięki tej metodzie badacz ma odkryć prawdę, po przyjęciu przekonywającej racji popartej własnym doświadczeniem. Celem theravādinów jest osiągnięcie stanu wyzwolenia od cierpienia zgodnie z Czterema Szlachetnymi Prawdami*. Przechodzi się w ten stan osiągając Nibbanę (sanskr. Nirvana) lub „Zdmuchnięcie”, kończąc tym samym cykl narodzin, starzenia się i chorób oraz śmierci (pāli. samsara). Ideałem jest arahant, podobny do stanu buddy.
Są to:
Pierwsza Szlachetna Prawda o Cierpieniu (pāli. dukkha ariya sacca; sanskr. arya duhkha satya)
Druga Szlachetna Prawda o Przyczynie Cierpienia (pāli. dukkha samudayo ariya sacca; sanskr. arya samudaya satya)
2. mahayana – to bardzo szeroki nurt, dzieli się na mahajanę z elementami hinajany oraz mahajanę z elementami hinajany oraz wadźrajany. Brzmi skomplikowanie?
W mahajanie ideałem nie jest arhant (arahant), ale bodhisattwa. To trochę zagmatwane, bo na drodze ewolucji języka zaczęło to słowo oznaczać każdego dążącego do przebudzenia. W mahajanie to precyzują jako istotę, która rozwinęła postawę bodhicztty, czyli aspirację osiągnięcia oświecenia dla dobra wszystkich czujących istot. W tym celu bodhisattwa decyduje się na ciągłe odradzanie, by nauczać innych.
Ostatecznym celem jest Doskonałe Oświecenie w drodze ścieżki 10 poziomów i poprzez praktykę sześciu transcendentalnych cnót.
Jak wspomniałam, mahayany jest całkiem sporo: chan, zen, son; tendai, schingon, buddyzm tybetański…
Na koniec więc dopowiem słowo o Szkole Czystej Krainy/Ziemi. Jest to odłam buddyzmu chińskiego koncentrujący się na kulcie buddy Amitabhy i odrodzeniu w jego Czystej Krainie.
Amitabha to budda medytacyjny, nie historyczny. Jest to Budda Nieograniczonego Światła i wiąże się w nim mit o stworzeniu współczucia w postaci Czenreziga. Stanowi to też niejaką alegorię do wypalenia zawodowego w związku z pomaganiem innym.
Uwaga: Amitabha nie jest bogiem, stwórcą czy sędzią.
od lewej: Budda Współczucia Chenrezig, Budda Amitabha, Guru Padmasambhava
Drażni mnie takie przeświadczenie, że jak religia, to chrześcijaństwo. Wiara tylko rzymsko-katolicka, ewentualnie jeszcze „ten zły islam”, podśmiechujki z buddyzmu i chyba to tyle.
Dzisiaj nie zaczniemy absolutnie od chrześcijańska i islamu, choć procentowo w statystykach są największe. PS. wg różnych szacunków istnieje nawet do 10 000 różnych religii.
*** *** ***
Wstęp: religia to system wierzeń i praktyk. Religia może mieć wiele definicji, bo jest ich tak dużo i mają tak wiele różnych cech, że ciężko jest wszystko spiąć pod jedną definicją.
Zachęcam do poczytania Cycerona, Rudolfa Otto, Sigmunda Freuda lub Ericha Fromma pod względem postrzegania religii. Niektóre konkluzje są bardzo ciekawe.
*rozwinięcie*
ANIMIZM
Animizm wydaje mi się bardzo naturalnym, przyjemnym wyznaniem/poglądem. Zgodnie z tym przekonaniem istoty żywe, acz nieludzkie oraz przedmioty mają duszę. Teoria antropologiczna założyła, że animiści po prostu nie widzą różnicy między „osobami” a „rzeczami”.
Wg Edwarda B. Tylora animizm to prawdopodobnie pierwszy, taki najwcześniejszy etap rozwoju religii, choć wywodzi się raczej z ludzkich snów, marzeń, wizji.
A skąd pomysł na takie nazewnictwo?
„Termin „animizm” zaczerpnięto z pism niemieckiego XVIII-wiecznego naukowca Georga Ernsta Stahla, dla którego dusza (anima) stanowiła zasadniczy pierwiastek życia” (Słownik etnologiczny. Terminy ogólne. (1987) s.22)
Animizm jest kojarzony z ludami prymitywnymi, a debata, która powstała na tym polu (natura społeczeństw prymitywnych) dała pożywkę dla teologów, filologów, a nawet prawników.
Według Tylora, im bardziej zaawansowane naukowo stawało się społeczeństwo, tym mniej jego członków podzielało wiarę w animizm.
Według współczesnego antropologa Tima Ingolda animizm wykazuje wiele podobieństw do totemizmu, różni się jednak od niego w swoim skupieniu na konkretnych istotach duchowych, podczas gdy totemizm utrzymuje raczej, że jest pewne pierwotne źródło, takie jak ziemia czy przodkowie, które dostarcza podstawy dla życia.
Na podstawie swoich badań nad rozwojem dziecka psycholog Jean Piaget zasugerował, że dzieci rodzą się z wrodzonym animistycznym spojrzeniem na świat, przez co antropomorfizują przedmioty nieożywione, ale z czasem wyrastają z tych wierzeń. Antropolożka kulturowa Margaret Mead z kolei, na podstawie swoich badań etnograficznych, wysunęła całkiem przeciwną tezę, uważając, że dzieci nie rodzą się z animistycznym podejściem, ale przyjmują takie wierzenia w procesie socjalizacji.
(Harvey, Graham (2005). Animism: Respecting the Living World. London: Hurst & Co)
„Nowy animizm” pojawił się głównie dzięki publikacjom antropologa Irvinga Hallowella, tworzonych na podstawie jego badań etnograficznych wśród społeczności Ojibwe w Kanadzie. Dla Ojibwe spotkanych przez Hallowella bycie osobą nie wymaga bycia człowiekiem, to raczej ludzie są postrzegani jako tacy sami jak inne osoby, nie wykluczając na przykład osób kamieni czy osób niedźwiedzi.
Dla Ojibwe, każda z tych osób jest świadomą istotą, która zdobywa znaczenie poprzez swoje interakcje z innymi; poprzez pełną szacunku interakcję z innymi osobami, oni sami uczą się „zachowywać jak osoba”.
Voodoo – pewnie już wyobrażacie sobie laleczki, czary i wbijanie szpilek 😀
Voodoo to takie rzekłabym połączenie wierzeń ludów zachodnioafrykańskich z elementami katolicyzmu. Właściwie powstało to dzięki niewolnictwu. Niewolnicy nie odrzucili swoich rdzennych wierzeń, łącząc je z nową religią. W voodoo istnieje wprawdzie wiara w Bon Dieu (jednego Boga), nie oddaje mu się jednak czci, uznawany jest bowiem za coś niedostępnego dla ludzi.
Jako ciekawostka – kapłanem może być również kobieta (mambo). Ale co to za wiara bez wspomnianego boga – Loa odgrywają najważniejszą rolę w rytuałach voodoo i objawiają się najczęściej przez opętanie, a do tego każdy z nich ma swój odrębny symbol.
„Lalki voodoo” są natomiast wykorzystywane w praktykach tzw. luizjańskiego voodoo, zwanego też voodoo nowoorleańskim, będącego mieszaniną wierzeń i praktyk duchowych haitańskiego voodoo oraz magii hoodoo.
UWAGA: panteizm
Animizm nie jest tym samym co panteizm, jednakże są one czasem mylone.
Panteizm to pogląd utożsamiający wszystko z Bogiem/absolutem. Nie ma boga cielesnego, osobowego jako takiego, ale absolut przenika we wszystko co istnieje.
Niektóre religie są zarówno panteistyczne jak i animistyczne. Jedną z głównych różnic jest to, że podczas gdy animiści wierzą, że wszystko jest w swojej naturze duchowe, niekoniecznie widzą duchową naturę wszystkiego co istnieje jako jedność (monizm), tak jak robią to panteiści. W rezultacie animizm kładzie większy nacisk na niepowtarzalność każdej indywidualnej duszy. W panteizmie wszystko składa się z tej samej esencji duchowej, a nie posiada duszę lub dusze.
PS. panteizm możemy też podzielić na dwa stanowiska:
naturalistyczny – istnieją wyłącznie przedmioty, rzeczy, zjawiska należące do przyrody. Odrzuca istnienie zjawisk ponadnaturalnych, neguje również jakąkolwiek transcendencję
spirytualistyczny – aby istniały idee, muszą istnieć umysły, które te idee noszą. Umysły są substancjami, istnieją samodzielnie i są czynne
Kwestia tej „substancji” jest problematyczna, tu mogę odesłać do Barucha Spinozy i systemu filozoficznego. Wg niego natura nie mogłaby istnieć poza bogiem, bo gdyby tak mogła sobie istnieć poza bogiem, który jest wszystkim i we wszystkim, to natura istniała by podwójnie, w bogu i poza nim, a to tworzyło by sprzeczność istnienia.
Podejrzewam, że druid nie jest dla nikogo słowem obcym.
Etymologicznie są pewne zagwozdki, bo pochodzi to słowo albo od słowa drúisi (podobnież celtyckie, ale mamy jednego speca w tym temacie, prawda, Celcie?); (iryjskie drúi, drái, draoi znaczy ‚czarownik’, lub od indoeuropejskiego słowa oznaczającego ‚dąb’ (w grece δρῦς, drûs). Inną propozycją jest wywodzenie słowa od indoeuropejskiego vid, uid – ‚wiedzieć’, ‚poznawać’, przyrostek dru miałby pełnić tu rolę wzmacniającą, tak że pierwotna nazwa druidów brzmiałaby: druvides (najmędrsi).
Na pewno funkcja takowa jest bardzo stara, skoro już Juliusz Cezar o nich mówi. Jako, że na każdej stronie którą wertowałam jest kopia tego co na Wiki (serio!) to skrócę: prócz przewodzenia obrzędom przepowiadali przyszłość, generalnie bardzo związani z naturą, gwiazdami, a mogli oni też nakładać gessa (zakazy), za których złamanie groziła hańba lub nawet śmierć.
I w tym momencie na koniec dołożymy sobie filidów, wróżbitów irlandzkich (rozjemców i historyków też), którzy druidom zagrozili pod względem wpływów.
Tytuł fili był często dziedziczony w rodzinie. Uzyskanie go wymagało jednak długich lat studiów, obejmujących pamięciową naukę setek opowieści, wierszy i genealogii. Istniało siedem rang filidów, z których najwyższą był ollamh.
Uff, chyba na początek starczy. Właściwie nie sądziłam, że tyle tego wyjdzie… ale jeśli daliście radę tu dotrzeć to podziwiam.
Jestem terapeutką w trakcie certyfikacji psychoterapeutycznej. Integruję podejścia: TSR, poznawcze, humanistyczne, doświadczeniowe. Interesuje się pracą ze snami i wyobraźnią, kreatywnością, antropologią, neuronauką. Zapraszam na sesje indywidualne i warsztaty.
Nauczyć się być radosnym, kiedy serce płacze... Nauczyć się płakać, kiedy serce się cieszy... Nauczyć się dawać, nie dając... Nauczyć się brać, nie biorąc... Nauczyć się żyć, nie czując życia.. Nauczyć się ....miłości nie kochając... Nauka jest sztuką!!!!
🔬 Laboratorium kreatywnego myślenia. Tu słowo nie pełni roli ozdobnika - ono bada, prowokuje, kreuje i skłania do refleksji. To blog, który nie boi się myśleć inaczej. Literacki performance kobiety po przejściach - czyli przestrzeń dla idei, które nie mieszczą się w schematach. "Myśli (nie) banalne Joanny to publicystyka z pazurem. Tu absurd nie śmieszy - on brutalnie obnaża rzeczywistość.