500+

Słyszeliście z pewnością dzisiejszą Rozmowę Piaseckiego z p. Emilewicz.

W sumie to przecież nic nie powiedziała złego. Tfu, żeby kto nie pomyślał, że na wejściu hejt – nie.


Ale po co było 500+ z założenia?

Ciągle nowe korekty dot. tego programu. Czemu? Skąd? Po co?

Miało pomóc, tak prorodzinnie i jestem przekonana, że ma to znaczny wpływ. Ma i mieć będzie, bo przecież dodatek ma być i na pierwsze dziecko, ba, ma podobnoż wzrosnąć do 1000!

Ja rozumiem, że są też pewne wymogi, dla kogo taki dodatek jest. Każdy co najmniej jest świadom gdzieś w pobliżu, może macie takich znajomych, którzy potrzebują takiej pomocy. Ale czy wymaga tego osoba zarabiająca ponad 8k?

Nie chodzi o to, by ww. panią zjechać, że korzysta z czegoś, co jej dają, ale pamiętajmy, że to nadal nasze pieniądze. Emeryci mają dostać 13ki? Pewnie, ale nadal otrzymują właściwie własne pieniądze. Lepiej późno niż wcale.

Dzieci nie mam, ale zdaje sobie w pełni sprawę ile to wysiłku fizycznego, psychicznego i finansowego, by je wychować. Każdy rodzic chce, by jego dzieci miały najlepszą edukacje, najlepsze wakacje, najlepsze rzeczy, najlepsze… No właśnie. Może tu jest problem?

Nie można być zawsze najlepszym. Rodzic nie zawsze pomoże, nawet jeśli ma miliony monet. Może warto byłoby dziecku pokazać, że coś, co nie jest najdroższe, nie musi być gorsze? Że markowy ciuch nie znaczy lepszy?

Nie narzucam, że ta pani akurat tak swoje dzieci wychowuje, o nie! To jest, nazwijmy to, apel ogólny.