Grypa, angina, covid

Tydzień chorowałam na Covid (coo? przecież to już niemodne! to pewno tylko grypa), tydzień przerwy i co? Angina! I to ta fajna, pacioreczek. Nagle ból gardła, głowy, mięśni i gorączka. Miodzio.

Mam nadzieję wy się trzymacie zdrowo.

Rzut okiem na statystyki dot. zachorowań na grypę:

I statystyki dot. covidu (8 marca):

Szczerze nie należę do osób chorowitych, ale jak już mnie dopadło to masakrycznie. To uczucie odrealnienia, osłabienie i zawroty głowy… jedynie mogę się cieszyć, że obyło się bez biegunki czy wymiotów (chociaż ten kaszel do tego zmierza).

A wy jak dajecie radę w okresie chorób i nie tylko?

Ferie+Covid=problem?

Wpadł mi dzisiaj przed oczy mały artykuł pod chwytliwym tytułem
„Gdzie można przechować dziecko z Covidem?”

Był to tytuł dla mnie tak absurdalny i intrygujący, że przeczytałam i w sumie aż nie wiem jak to skomentować.

Otóż chodzi raptem o ferie i choroby dzieci, których rodzice nie zgłaszają, nie testują, byle Covid nie wyszedł. Bo Covid to izolacja/kwarantanna i z ferii nici.

Coś w tym musi być, bo w szkole u znajomej było nieobecnych ponad połowa uczniów, ale nikt Covidu nie zgłosił, wszyscy po prostu chorzy na jakieś przeziębienie czy grypę – nie neguję, taki okres. Nie ważne też, że w poniedziałek potwierdzono wirusa u jednej uczennicy u wychowawcy (skoro już w pon. potwierdzono, to prawdopodobnie test miała w piątek albo weekend, nie wiem jak to teraz działa).

Wrzuciłam w Google kilka fraz:

-co robić z dzieckiem w ferie

-dziecko i covid w ferie

-dziecko chore na ferie

-rodzice nie zgłaszają dzieci covid

Z początku wyniki były obiecujące, pouczające, dające sensowne porady i na pewno nie zachęcające do ucieczki w fałszywe testy. Jednakże mamy raptem 2.2.22, a ze stycznia są posty o niechęci rodziców do zgłaszania i szczepienia dzieci.

Rozumiem, że do szczepionki można mieć wątpliwości, ok. Już szczególnie, gdy ma się antyszczepionkowców gdzieś w znajomych. Ale czy życie nadzieją, że dziecko łagodnie przechoruje Covida jest aby bezpieczne? Mało to w telewizji pokazanych ledwo żywych coraz młodszych pacjentów?

Jasne, to przecież statyści, zapomniałam…

Powiem Wam tylko, że gdy ja Mojego widziałam jak zdycha (potwierdzony Covid) z gorączką ponad 39, ledwo powłóczącego nogami, który w sumie to tydzień przespał, bo na nic siły nie miał i po izolacji jeszcze tydzień się musiał leczyć z efektów ubocznych to jednak wolę siedzieć w domu. Ja siedziałam z nim, dwa tygodnie nie chciała mi zejść gorączka, choć delikatna, raptem 37,5-38. Szybko się męczyłam, ogólnie zero chęci do wszystkiego, duszności. Nie sądzę, żebym ja miała chęć w takim stanie na urlop, a co by tu mówić o chorym dziecku?

Pozdro dla nieodpowiedzialnych rodziców, jeśli dla nich samolociki i Hiszpania czy inne Włochy są ważniejsze niż zdrowie pociechy.

AD 2020

Powodzie
Katastrofy lotnicze
Erupcja wulkanu
Ataki rakietowe
Ataki bombowe
Sztormy
Cyklony
Protesty
Strzelaniny
Zamachy
Trzęsienia ziemi
Wirusy

The Doomsday Clock: what is it and why does it matter? | WIRED UK
Doomsday Clock

Oczywiście, że to typowa lista, w sumie coroczna, wydarzeń ze świata. Co rok jest jakiś tajfun, huragan czy inne nieszczęście. Ludzie chorują na różne przypadłości, różne wirusy i bakterie, ba, gorsze i nieuleczalne rzeczy.

Do protestów możemy się zacząć przyzwyczajać. Ataki terrorystyczne, nuklearne? No oby nie, ale gdzieś z tyłu głowy jest ta świadomość, że ten Doomsday Clock jednak się nie myli…

Na umysł człowieka, być może chorego, nic nie zdziałami jeśli o tym nie wiemy. Spaczony? Ale wydawał się normalny, taki pomocny był. Agresywny? Nigdy! Może rzadko uśmiechnięty, ale całkiem rozmowny.

Nie było takiego samolotu, co by na ziemię nie wrócił – w ten czy inny sposób. Tego zestrzelili przez pomyłkę, zdarza się. Tam zasłabł pilot. W innym kazali lądować, pech chciał, że drzewo wyrosło..

Ja tu ironizuję, ale ile jeszcze nieszczęść w tym czasie było? Ile śmierci nie z powodu COVIDu? Ile głodu, zimna, długów, przemocy?

Dlatego ten świat jest tak smutny. Tak beznadziejny – bo nie widać nadziei dla bytu, który sam siebie niszczy. Klimat – niby o nim tak teraz głośno, ale ile to pic a ile prawda? Róbmy papierowe słomki – ale reszta w plastiku pakowana. A papier to z czego jest? Ktoś powie „recykling” – a ilu to się opłaca, a ilu woli obejść przepisy i sprzedawać coś niby-eko drożej, bo tak sobie napisze na opakowaniu?

Ten świat krąży i opiera się na forsie. Coś co było dobrą ideą – wymiana towarowa – przemieniła się dziwny, często nieadekwatny przelicznik umiejętności na jakąś kwotę.

W ten sposób edukacja zakończona dyplomem po magisterce warta jest nawet mniej niż praca fizycznego na budowie, bo on nie marnował czasu na naukę tylko poszedł „uczciwie pracować”. Nie chodzi o umniejszanie pracy takiego człowieka, bo jest cholernie ciężka i nie każdy ją może wykonywać – ale czy każdy może np. uczyć w szkole? Czy każdy może być dyrektorem/kierownikiem? Czy każdy może być księgową/kadrową?

Różnorodność to coś dobrego, ale umniejszanie roli
jednych czy drugich już dobrym nie jest.