Wiem, że już o tym panu pisałam, wrzucałam jego piosenki, ale tej akurat nie, a towarzyszy mi od dawna. Dzięki kasetom już w wieku nastoletnim słuchałam, choć raczej bez zrozumienia. Sądzę, że jest w tym aspekcie lepiej.
Pod wieczór dobrze było, gdy na polu pełnym zbóż
Z diabłem się spotkał dobry Pan i Jego Anioł Stróż
Diabeł był zdrowy jak ten rydz
Po prostu czart na schwał
Anioł, zalany w drobny mak, na nogach ledwo stał
Ho! Ho! Na nogach ledwo stał
Chłop, gdy usłyszał Pana głos, poprosił ich na stronę
I poczęstował z flachy wprost świeżutkim samogonem
Pociągnął zdrowo Anioł Stróż i flachę Panu dał
A czart do gardła nie lał nic, a czart się tylko śmiał
Ho! Ho! A czart się tylko śmiał
Robotnik, co z roboty szedł, przez drogi asfaltowe
Wyciągnął z torby chleba pół i tyleż „Wyborowej”
Ksiądz proboszcz
Który wracał z mszy prywatnym samochodem
Zaprosił na plebanię i ugościł starym miodem
Minister wyznań witał się z Panem
Jak z własnym bratem
A potem toast piękny wzniósł wybornym „Araratem”
A rano, gdy ich dopadł kac
W przydrożnym wiejskim rowie
Anioł do Pana rzecze tak: „Mój dobry Boże, powiedz
Czy diabeł sobie wszył, czy co, i trzeźwym musi być?”
Pan odpowiedział
„Spójrz na świat, on już nie musi pić”
Ho! Ho! On już nie musi pić