Sobowtóry są wśród nas?

Czasem zdarza się nam, że widzimy kogoś łudząco podobnego do naszego znajomego. Ba, czasem byśmy rzekli: „słuchaj, widziałem Cię dziś tu i tu”, „szłaś dziś koło sklepu X?”, „czemu nic nie mówiłeś, że będziesz przy Y?”. Rozmówca patrzy jak na idiotę i odpowiada, że go tam nie było. No i zonk.

Czasem sami spotykami własnych sobowtórów. Gdy ja spotkałam kolegę i jego sobowtóra zupełnie przypadkiem (oni też się nie znali) miałam przez chwilę poważną wątpliwość którego znam, choć po chwili zaczęłam zauważać różnice.

Do czego zmierzam – do zderzenia rzeczywistości z chorobą. Chodzi mi o zespół Capgrasa, dość rzadkie schorzenie. Jest dla mnie ono dość skomplikowane, może towarzyszyć schizofrenii, a polega na tym, że rozpoznajemy co prawda ogólnie krewnych, przyjaciół itp., ale nie wiąże z nimi żadnych uczuć, jakby byli obcy. Wniosek? Obcy podmienili tych ludzi!

Człowiek chory dorabia teorie spiskowe, nawet do tego stopnia, że ludzie doszukują się wszędzie agentów i „wtyczek” – nawet w zwierzętach, a co może prowadzić do obsesji. To już brzmi groźnie. Przy takim schorzeniu film „Inwazja porywaczy ciał” nie jest już straszny.

Ciężko tak z opisu w sumie odróżnić ten zespół od samej schozofrenii, co?

Szczególnie tu precyzując: schozofrenii paranoidalnej, w końcu polega na urojeniach, też omamach, wycofaniu, ale też problemami z koncentracją czy pamięcią.

Tu jest haczyk, że schizofrenia obejmuje wszystko i wszystkich wokół Ciebie, a zespół Capgrasa może odnosić się tylko np. do jednej osoby z rodziny. Myślałam, czy to nie jakiś level up, ale nijak by się to nie miało. No bo z jednej strony mamy halucynacje, logika nam siada, a z drugiej patrzymy na człowieka nam bliskiego, ale jesteśmy święcie przekonani, że to obcy i koniecznie chcemy zdemaskować oszusta, nie ważne co się stało z oryginałem. Zamiast wyższego poziomu to by raczej odgałęzienie pasowało w sumie.

lekarzebezkolejki.pl
medicinehelpful.com

Dla większego mind fuck’a dorzucę jeszcze zespół Fregoli (Fregolego). Tym razem chory jest przekonany, że ludzie, których spotyka to tylko zmiana wyglądu innej, ale jednej istoty. Oczywiście ta choroba też może być powiązana ze schizofrenią. W końcu urojenia tu, urojenia tam… Dochodzi do paranoi, że ktoś chce choremu zaszkodzić albo nawet może zabić.

To schorzenie mieści się w szerokiej bazie „urojeń fałszywej identyfikacji„, do której należy subiektywny zespół podwójny (to nie inni mają Doppelgangery, to ja jestem zduplikowana!); złudzenie w lustrze (przecież to nie ja!); zespół deliryczny w rozumieniu ożywiania przedmiotów np. lalek; paramnezja reduplikacyjna (mój dom został przeniesiony/zduplikowany); zespół Cotarda (np. nie żyję to nie muszę jeść/ ja nie żyję, rozkładam się!); delirium „The Truman Show” (moje życie to film, ja jestem głównym bohaterem!).

***

Bardzo zachęcam do zajrzenia na bloga dr Marka Griffithsa. Cytując: Jeśli interesują Cię uzależniające, obsesyjne, kompulsywne i/lub ekstremalne zachowania, trafiłeś we właściwe miejsce.

Ponadto zapraszam po wiedzę do Psychiatry.Online. Bawcie się dobrze 🙂

Paranoja?

Nic ostatnio mnie jakoś nie zaskoczyło, nie pobudziło do wypowiedzi, ale nadeszła sobota i zebrało się – nie powiem „wreszcie”, bo nie ma się z czego cieszyć.

Dwóch 20-latków znaleziono jako trupy. Obok była broń czarnoprochowa, którą może nabyć każdy pełnoletni. Trochę ironia, gdy po ulicy nie bardzo można z nożem czy maczetą, ale kupić sobie broń palną to można bez żadnych „ale”?

Oczywiście, żeby nie było – na noże też nie ma pozwolenia, jednak z założenia służą w kuchni i też nie ma gwarancji, że komuś palma nie strzeli i nie zadźga innego człowieka. Nie można też popadać w skrajności, ale broń palna to trochę inny kaliber (ha ha…).

Obstawiałabym samobójstwo, ale kto wie…

Szczególnie, że mamy dezertera. Gdzie trzeba mieć łeb, żeby chłopakowi, który ewidentnie nie jest zdrowy (chyba, że jazda po pojaku/narkotykach jest normalna) pozwolić zostać w armii i wysłać na wycieczkę na granicę?

Żołnierz powinien być wręcz nieskazitelny, dlaczego? Bo broni mojej, Twojej dupy. Jak mam ufać człowiekowi, który się nachla i może kogoś zabije? A skoro przejawiał agresywne postawy (podobno pobił matkę), to też coś nie bardzo, póki to nie na jakimś froncie wojennym.

Czy on był szpiegiem, informatorem czy innym wrzodem to w sumie kij, ale ktoś mu dał możliwości. Jasne, nie można wszystkich skreślić, którzy mają jakieś związki z Białorusią (a podobnież siostra Emila Cz. ma takiego partnera), jednakże gdy pojawiają się problemy z prawem to chyba powinni reagować momentalnie.

Jeśli był informatorem, to teraz przy okazji daje pożywkę tamtejszym mediom – opowiada, jak polscy żołnierze zastrzelili co najmniej 2 wolontariuszy/aktywistów, opowiadał o jakiejś zbiorowej mogile i kij wie co jeszcze. Zaraz się okaże, że to nie Białoruś jest zła, tylko my – mordercy, manipulatorzy i zdrajcy Europy.

Co prawda trzeba mieć nasrane, żeby w to uwierzyć, bo jakoś nikt nie zgłosił tak poważnych skarg, zaginięć, podejrzeń, ale jeśli nikt się tym nie zajmie…