A co na to historia?

Nie moja wojna, a męczy. Po ludzku, psychicznie. Co dzień w wiadomościach „x dzień walk w Ukrainie”.

Kolejni politycy i nie tylko tak ładnie się wypowiadają o pomocy, współpracy, zaangażowaniu itd. Super, to budujące, ale czy przewidują granice tej pomocy?

Wiem, nie tak dawno pisałam „chwała Ukrainie i pomocnym Polakom”, że historia była i po co do niej wracać. Zawsze jest jednak jakieś „ale”.

Uchodźcy nie mają zbyt wiele, może tobołek z rzeczami, które zdążyli złapać albo i nawet tego nie. I otwiera się lista: darmowe przejazdy pociągami czy komunikacją miejską (na pewno w kilku większych miastach, zrozumiałe, ale od razu bezterminowo?), sporo Polaków chętnie podzieliło się domem (dobrze, jeśli ustalili na jaki czas, bo przecież potem dziecka nie wyrzuci na ulicę?, a specustawa przewiduje wsparcie na 2 miesiące), szkoły przyjmują dzieciaki (no bo co mają właściwie zrobić?), PESELe – oto clou programu. Mogą brać świadczenia typu 500+, mogą iść do pracy.

Nasz kraj jest tak bogaty, że mamy co dawać obcym? Że nasze dzieciaki nie mają gwarancji trafić do przedszkola, bo trzeba stertę zaświadczeń, że najlepiej samotny rodzic, bez wsparcia i musi do pracy? Jasne, zawsze jest prywatne, ale nie każdego stać finansowo i zdrowotnie (np.pracować na 2 etaty).

Ale miało być nie o tym. Pada tyle słów o przyjaźni polsko-ukraińskiej, ale o OUN czy UPA się zapomniało. Część społeczeństwa ukraińskiego poparła niemieckiego okupanta podczas IIWŚ? A nie ważne. Rzeź na Wołyniu, niejako rewanż AK w Chlebowicach chociażby. Przejęcie mienia z terenów ówczesnego jeszcze USRR. Wy-/Przesiedlenia też żadne zaskoczenie.

Sytuacja mniej więcej uspokoiła się po rozpadzie ZSRR, jak powstała niepodległa Ukraina. Czyli dotąd mamy jakieś 30 lat przyjaźni i współpracy. To niewiele więcej jak ja mam obecnie. Jadąc do i z pracy teraz słyszę głównie Ukraińców. Do człowieka jako takiego nic nie mam, ale łapię się na tym, że mam obawy co będzie.

Pójdą do pracy, znaczy dla naszych mniejsza szansa. Pracodawcy chętnie to wykorzystają na mniejsze płace, a ty Polaku zapomnij o podwyżce. To czarny scenariusz, ale możliwy – jesteśmy w Polsce.

Faza entuzjazmu i miłości się skończy, zacznie się etap kryzysu. Uchodźcy ze wschodniej Ukrainy mogą nie mieć do czego wracać, więc po co im wracać, skoro tu będą mieli miejsce?

Uchodźcy to grupa zróżnicowana. Bogaci i biedni, członkowie rodzin albo randomowi uciekinierzy, bardzo młodzi i ci najstarsi.

Może zamiast kasy, to bony? A potem myśleć o rozwijaniu pomysłu? Dopiero płacz był na podatki, a zaraz będzie krzyk zazdrości, bo oni dostają, a dla naszych nie ma i argumenty historyczne wrócą razem z żalem.