Zmęczenie 🎭

Wiecie, tak na co dzień staram się być pozytywnie nastawiona. Do lidzi, rzeczy, sytuacji. To ja jestem tą, która mówi „nie martw się”, „damy radę”.

Jestem zmęczona i dziwnie mi przez to. Zmęczona rutyną, zmęczona wstawaniem zawsze o tej samej godzinie, jedzeniem o tej samej godzinie, myciem o tej samej i tak dalej.

Zmęczona jestem narzekaniem innych ludzi. Nawet, przykro stwierdzić, zmęczona moim ojcem. Stwierdził ostatnio, że ludzie już nie są tacy sami (szok..), że się nie potrafią skonsolidować, bawić, nawet rozmawiać. Kiedyś to były „Biesiady” z Dwójką i wszyscy byli weseli, a teraz to PiS kraj podzielił. On bardzo PiSu nie lubi i wszystko to wina partii.

Zmęczona jestem przytakiwaniem, tłumaczeniem i udawaniem. Ja mam dużo cierpliwości, w rodzinie mamy takiego, co on tylko „bo PiS tyle nam dał”. Nie rozumie żadnego argumentu, że z pustego Salomon nie naleje.

Słońce ☀️ ostatnio świeci, chociaż dziś śnieg. Idzie wiosna, ale jakoś nie lepiej. Pewno to chandra, ale dawno tak źle się psychicznie nie czułam.

Dziękuję, że jesteście i czytacie. Pozdrawiam wszystkich z całego serca, żeby Wasz dzień był zawsze pogodny od początku do końca.

Dziecko jak koń?

Wpierw rozbawiło mnie takie porównanie, ale potem przyszła refleksja.

Czytałam artykuł na Gazecie (Ocenianie dzieci? Rodzice są za, z 2018r.), że coraz częściej dzieci to nowe wcielenie rodzica z niespełnionymi ambicjami.

Basen, tańce, karate, judo, balet, pianino, skrzypce, konie, …

Można wymieniać długo, a coraz częściej dziecko od 6-20 jest na nogach, bo rodzic zapisał je na pierdylion zajęć rozwijających, ba, jeszcze w weekendy coś się znajdzie.

Rodzic sam pracując pon-pt chce po pracy odpocząć, czemu pozbawia tego dziecko? Czemu nie widzi, że dziecko może być przeciążone?

Nawet niekiedy słychać takie głosy, że dziecko niegrzeczne, marudzi, buntuje się. „Tyle pieniędzy wydaje, a ty tego nie szanujesz! Jeszcze mi podziękujesz! To dobry kierunek, dobre zarobki!” i wiele innych.

Czemu odbiera się młodemu CZŁOWIEKOWI wybór? Czemu zabrania mu się decydować o własnym czasie wolnym?

Dziecko też ma swoje prawa, ma głos. Tak jak nie należy wciskać mu żarcia, którego nie lubi to i zajęć, którymi się nie interesuje.

Takie to życie

Długo myślałam nad tym postem. Wypada, nie wypada? Warto, nie warto?

Jednak piszę, bo to w emocjach inaczej brzmi, a po czasie da radę ująć pewne rzeczy w całkiem inne słowa.

Kiedyś w jakimś poście (Nie-Matka-Polka) wspomniałam chyba, że koleżanka spodziewa się dziecka. Generalnie jak ktoś chce i czeka, to to sama radość. 🌈

Nie wymieniam tu żadnych imion, więc mogę przytoczyć historię tej dziewczyny.

Pracowała ona chyba do 7 czy nawet 8 miesiąca ciąży. Wszystko przygotowane (jej matka była bardzo.. znaczy dużo zorganizowała, nawet bez jej wiedzy), teściowa za bardzo się nie wcinała. 🤔

Sielanka do porodu. W szpitalu dopiero przedstawili noworodka-dziewczynkę i klops, bo zaborczej mamusi-już-babci się nie spodobało wybrane imię. Wyczytała coś w internecie, że przyszło do nas z Rosji (nie pochodzenie stricte rosyjskie, tylko inne, ale do Polski zza wschodu przyszło) i tragedia narodowa się stała. Normalnie płacz i zgrzytanie zębów.

Normalny człowiek skupi się jednak na fakcie, że zdrowe to, takie małe i tak dalej. Nie tym razem! 😉

Babcia przychodząc w odwiedziny starała się córkę przekonać do zmiany. Jak wnuczka takie imię może mieć?

Próbowała kilka dni. Ale zmierzamy do najlepszego – zadzwoniła w końcu z pytaniem jakie to imię (wiedziała, że już do urzędu to idzie). Jeśli nie zmieni to mają ich (babcie i dziadka) nawet nie zapraszać na chrzest. (P.S.: babcia już nawet chrzestnych wymyślała).

Dziewczyna może tydzień po porodzie wpadła w histerię. Ktoś powie: dlaczego, po co? To trzeba być kobietą w połogu z rozjechanymi hormonami. Pozdro dla panów (z całym szacunkiem).

Płacz, poczucie winy, taka bezsilność i wiele innych trudnych do opisania emocji. Ona na prawdę zaczęła myśleć, że jaka z niej matka, skoro ładnego imienia nie potrafi wybrać (nie ważne, że wybrali je z mężem wspólnie). (to nie imię typu Hermenegilda, Apolonia, Telimena ani Tradycja; krótkie na L)

Babcia, która się zapowiadała tak pomagać przestała się odzywać. To młodą matkę dobiło, gdyby nie mąż to z mojej perspektywy zrobiłaby coś głupiego. Dziecku nie, bo to nadal perełka, ale sobie owszem. Podobno często myślała, żeby wyjść jak stała i po prostu iść w pizdu.

Powiem wam, że ta historia mnie, osobę raczej dość lajtową, wkurwiła. Awantura o imię nie swojego dziecka.

Rozumiem, że kto co woli. Kiedyś były popularne Karolinki i Julcie, a teraz Zuzki i Laury (i też Julcie).

Podobno druga babcia chciała Helenkę albo jakieś ładne, typowo polskie. Ale inne imię przyjęła bez zająknięcia.

Współczuję dzieciom toksycznych rodziców. Bardzo trudna to walka ze sobą – rodzic to nadal rodzic, ale granice muszą być, a dla trzymanych sztywno dzieci trudno uciec z tej klatki. Potrzebna im terapia, najlepiej obojgu, ale dzieci często tłumaczą takiego rodzica albo obracają wszystko przeciw sobie, że nie spełniają oczekiwań.

Walczmy wszyscy o zdrowie psychiczne nasze i innych.

Ferie+Covid=problem?

Wpadł mi dzisiaj przed oczy mały artykuł pod chwytliwym tytułem
„Gdzie można przechować dziecko z Covidem?”

Był to tytuł dla mnie tak absurdalny i intrygujący, że przeczytałam i w sumie aż nie wiem jak to skomentować.

Otóż chodzi raptem o ferie i choroby dzieci, których rodzice nie zgłaszają, nie testują, byle Covid nie wyszedł. Bo Covid to izolacja/kwarantanna i z ferii nici.

Coś w tym musi być, bo w szkole u znajomej było nieobecnych ponad połowa uczniów, ale nikt Covidu nie zgłosił, wszyscy po prostu chorzy na jakieś przeziębienie czy grypę – nie neguję, taki okres. Nie ważne też, że w poniedziałek potwierdzono wirusa u jednej uczennicy u wychowawcy (skoro już w pon. potwierdzono, to prawdopodobnie test miała w piątek albo weekend, nie wiem jak to teraz działa).

Wrzuciłam w Google kilka fraz:

-co robić z dzieckiem w ferie

-dziecko i covid w ferie

-dziecko chore na ferie

-rodzice nie zgłaszają dzieci covid

Z początku wyniki były obiecujące, pouczające, dające sensowne porady i na pewno nie zachęcające do ucieczki w fałszywe testy. Jednakże mamy raptem 2.2.22, a ze stycznia są posty o niechęci rodziców do zgłaszania i szczepienia dzieci.

Rozumiem, że do szczepionki można mieć wątpliwości, ok. Już szczególnie, gdy ma się antyszczepionkowców gdzieś w znajomych. Ale czy życie nadzieją, że dziecko łagodnie przechoruje Covida jest aby bezpieczne? Mało to w telewizji pokazanych ledwo żywych coraz młodszych pacjentów?

Jasne, to przecież statyści, zapomniałam…

Powiem Wam tylko, że gdy ja Mojego widziałam jak zdycha (potwierdzony Covid) z gorączką ponad 39, ledwo powłóczącego nogami, który w sumie to tydzień przespał, bo na nic siły nie miał i po izolacji jeszcze tydzień się musiał leczyć z efektów ubocznych to jednak wolę siedzieć w domu. Ja siedziałam z nim, dwa tygodnie nie chciała mi zejść gorączka, choć delikatna, raptem 37,5-38. Szybko się męczyłam, ogólnie zero chęci do wszystkiego, duszności. Nie sądzę, żebym ja miała chęć w takim stanie na urlop, a co by tu mówić o chorym dziecku?

Pozdro dla nieodpowiedzialnych rodziców, jeśli dla nich samolociki i Hiszpania czy inne Włochy są ważniejsze niż zdrowie pociechy.