Tęczowy most

Sam tytuł dużo mówi… i pewno zastanawiacie się, czemu o tym piszę. Zaczekajcie do ciągu dalszego.

Niedawno pisałam o nieszczęściach tego roku.. i w obecnej chwili one stały się właściwie niczym wobec tragedii w mojej rodzinie.

Milka i Perełek vel Klopsik – jakby śmiesznie te imiona nie brzmiały tak zwały się nasze dwa koty.

Milka znikąd swego imienia nie dostała – to taki milutki kociak, a jednocześnie bardzo miły. Potrafiła usiąść obok, grzecznie spoglądać na wyczyny człowieka i nienachalnie czekać aż zwróci się na nią uwagę. Gdy już się tak stało radość była ogromna, ale nigdy nie trącała nosem czy łapą, by przyspieszyć nieuniknione, bo w jakiś sposób rozumiała specyfikę: przeszkodzisz człowiekowi to pogłaszcze chwilę i znów zajmie się sobą – bez sensu; niech skończy to, co robi – zajmie się kotem całkowicie.

Perełek miał tak cudowną sierść, jakby faktycznie mienił się na perłowo w świetle. Jednocześnie utyło mu się nieco… dlatego nie można było mieć szarawych dywaników, bo można było pomylić z kotem. Ale najlepiej mu było w kocykach, takie jasnoszare i włochate – wtulał się w nie i spał pół dnia.

Minęło wiele lat, już chyba naście, odkąd zostały przygarnięte. Wydaje mi się, że całkiem dobrze im z nami było. Teraz bez nich… jest tak pusto. Ich ulubione miejsca teraz są tak okrutne…

Pochowaliśmy je z ulubionymi zabawkami. Ktoś powie, żeśmy zidiocieli, ale wolę w ten sposób. Chciałabym wierzyć, że mają drugie życie. Obojętnie czy biegają po polach, leżą w słońcu, jedzą smakołyki czy może są tam, gdzie zostały pochowane – byle były szczęśliwe i nic je już nie bolało.

Chorowały. Głównie na starość, ale Perełek miał nowotwór. Niezbyt mógł się ruszać, a broń panie go ułożyć gdzieś wyżej, bo nie zejdzie. Milka miała problemy z układem moczowym, ciągle jakieś zapalenie. W końcu oba jakby zmówiły się i przestały jeść. Żadne ich ulubione jedzenie, nic gotowanego, nic pachnącego, mleka, wody. Karmiliśmy strzykawkami, ale po konsultacjach i dyskusjach podjeliśmy decyzję ostateczną.

Strasznie się przed tym broniłam. Jak to jest, że za trochę kasy uśpisz zwierzaka, a człowieka (nawet roślinkę) nie da rady? Ba, na własne życzenie też nie – zostaje mu tylko samobój.

Leżały spokojnie. Próbowałam nie płakać, ale nie dało się. One też płakały. Głaskałam je do końca. Zanim dostały zastrzyki na sen położyły mi łapki na rękach. Te ciche miauknięcie, gdy dostały zastrzyki… spały sobie. Płakały i spały. Drugi zastrzyk…

Gdybym tam była sama to nie wiem czy byłabym w stanie wrócić do domu. Ja płakałam, mój płakał, nawet lekarz płakał. Owinęłam je w ich kocyki i wywieźliśmy. Każdy ma swój kwiatuszek.

Sąsiad powiedział, że są nadal inne maluchy, które nie mają domu. Ale ja nie wiem, czy mam siłę kolejnego przygarnąć mając świadomość jak boli ich śmierć.

Tęczowy most stoi w sprzeczności z naszą kulturą smutku, ale mam jednocześnie nadzieję, że tam gdzieś jest lepiej.

Suicide

Kogoś może nie interesuje problem samobójstw, ale mam wrażenie, że temat niestety brutalnie wraca do „łask”.

Nie tak dawno Ronnie i jego shotgun (domniemanie o fake’u pozostawię), wcześniej dziewczyna na live się powiesiła na drzewie – co to za moda robić takie rzeczy online? Nie chcę powiedzieć, że powinni sobie w cichości podrzynać żyły, ale…

Do tej pory raczej było twierdzenie, iż osoby mówiące głośno o chęci samobójstwa wołają o pomoc. A teraz? Odpalę live na FB, ludzie do mnie piszą „nie rób tego!” albo… „na co czekasz? i np. strzelam sobie w łeb. A niech mają zabawę.

Co z tego, po co taki cyrk? Bo samobójstwa to takie passe? Bo nie trendy? Bo trzeba być twardym jak żelki z Biedronki?

NIE DLA OSAMOTNIENIA

NIE DLA SAMOBÓJSTW

NIE DLA CISZY

Nie bójmy się przyznawać do smutku i problemów.

Nie bójmy się pytać – to zainteresowanie może uratować życie.

Ludzie mieli, mają i mieć będą różne problemy. Jeśli nie będziemy uczyć młodych radzenia sobie ze stresem i presją czarne statystyki wzrosną. Nie potępiajmy ludzi, którzy mają problemy, nie potępiajmy ludzi, którzy nie poradzili sobie z życiem i je zakończyli – widocznie nie widzieli innej możliwości. Stali pod murem. Zamiast dać się rozstrzelać zrobili to „na własnych warunkach”.

Wiem coś o tym, wiem jak to jest nie móc wstać z łóżka, bo nie czuje się… nic. Pustka i bezsensowność. Wiem co to za uczucie, gdy widząc pociąg zastanawiasz się ile z ciebie zostanie, gdy rzucisz się na tory. Gdy każdy dzień jest męczącą, szarą egzystencją.

Ale żyję. Bo mam dla kogo.

*** *** ***

Edit 2.10.

Dominik, Zuzia, Kacper, Michał. Twoje dziecko LGBT+