Strajk zawieszony?

Wiecie już zapewne, że strajk zawieszony. Tylko mnie nurtuje pytanie, czy słowo „zawieszony” na pewno jest stosowne. No bo postrajkowali 3 tygodnie (co prawda uczniowie to stracili z normalnych zajęć 5-8 dni, bo egzaminy, wycieczki, apele albo inne cuda), ale nauczyciel stracił tyle z pensji. I co z tego?

Wywalczyli coś? Tak trochę słabo.

Heroes come back in September?
I very much doubt it.

Jak oni spojrzą uczniom i rodzicom w twarz? Albo odwrotnie. Bo kto tu się powinien wstydzić?

Za ten cały hejt, wylewanie pomyj na zawód nauczyciela, za wyzwiska, za wszelkie obelgi, za wyśmiewanie, za robienie z wykształconej klasy bandę nierobów i idiotów – kto?

Nauczyciel, że chce podwyżki? Jasne, że każdy chce. Tylko jak się pracę docenia, to się ją też docenia pieniężnie.

Bardzo bym chciała zobaczyć, co się zadzieje we wrześniu. Jeśli tylko nauczyciele wezmą się w garść, zbuntują się i zastrajkują, to nikt nie powie, że dzieci stały się zakładnikami.

Bardzo chcę wierzyć w to, że to nie koniec. Że to zawiecha. Ale tyle podziałów w jednej grupie zawodowej to okropność i to może zaważyć na przyszłości nauczycieli. Bo czy strajkuje czy nie, jeśli dadzą podwyżki, każdy je dostanie.

Albo wprowadzą na szybko jakąś kolejną ustawę/uchwałę/rozporządzenie/wszystko/inne i od ocen będzie zależała wypłata. Myślicie, że nie będzie przekrętów? Naciągania? Bo nauczyciel to debil, pracujący tylko dla idei? Tylko że jak uczeń dostanie jedynkę, to wina nauczyciela, że nie umie nauczyć. To co ma powiedzieć ten, co dostał czwórkę albo piątkę?

No pewnie tajne komplety.