Minimum osiągnięte, można się cieszyć, nie?
Tylko po co zakładać jakieś minimum, a gdzie maksimum?
Czy w rajdach startują, żeby dojechać, a jak się uda wygrać to fajnie?
W tenisie grają, żeby kogoś chociaż raz pokonać, nie żeby wygrać?
Na nartach jeżdżą, żeby tylko dojechać cało?
Ale cieszmy się, że po tylu latach wyszliśmy chociaż z grupy, to faktycznie postęp.
Bo to ostatnia niedziela i nic się nie stało.