#3 post – niepoprawne bajki

Bajki kiedyś i teraz – niepoprawne, ale prawdziwe

Dzisiejsze bajki są kolorowe i głośne, niektórzy twierdzą, że „bezpieczne”. Chyba nie widzieli Gumballa…

Bajki naszego dzieciństwa nie bały się tematów trudnych. Były momentami brutalne, smutne, a z dzisiejszej perspektywy — kompletnie niepoprawne politycznie. I właśnie dlatego działały.

Nie udawały, że świat jest miły. Pokazywały, że bywa niesprawiedliwy, straszny i dziwny. Uczyły, że nie każdy dostaje happy end, ale każdy musi sobie jakoś poradzić.

Dziś bajki często skupiają się na tym, żeby nie urazić nikogo. Efekt? Są gładkie, przewidywalne i… ogłupiające. Nie zostawiają miejsca na pytania ani niepokój.

A przecież dzieci — tak jak dorośli — potrafią znieść więcej, niż nam się wydaje.

Dajcie znać jakie bajki oglądaliście.

#2 post – stare zabawki

Zabawki: im starsze, tym lepsze. Jak wino i samochody

Jest coś ironicznego w tym, że zabawki, które kiedyś leżały na podłodze, dziś potrafią kosztować fortunę. Plastikowe figurki, klocki, lalki — im starsze, tym cenniejsze.

Zabawki starzeją się jak wino. Albo jak samochody. Tylko że wymagają jeszcze większej cierpliwości.

Kiedy byliśmy dziećmi, nikt nie myślał o „stanie kolekcjonerskim”. Było granie do zdarcia, brak jednego elementu i ślady po zębach psa. Dziś te same przedmioty wracają jako obiekty pożądania — nie dlatego, że są lepsze, ale dlatego, że niosą historię.

Ich wartość nie wynika z plastiku czy kartonu. Wynika z czasu, którego nie da się cofnąć. I z emocji, które były wtedy prawdziwe, proste i niewymuszone.

Cierpliwość jest tu kluczowa. Bo nie każda rzecz zyska na wartości. Ale te, które przetrwały, często są warte więcej, niż nam się wydaje — zwłaszcza emocjonalnie.

1 czerwca #1 post – Dzień Dziecka

Z okazji Dnia Dziecka, a wszyscy nimi jesteśmy w jakimś sensie, życzę Wszystkim co najlepsze!

Do tego odkryłam wreszcie odznaki/osiągnięcia i zamierzam zdobyć ich więcej, a co!

Wprawdzie wiele jest „owianych tajemnicą”… ale trudno, zacznę od maratonu. 30 dni, 30 postów. Nie chcę Was zanudzić, ale… no cóż 😀

***#dzień dziecka dla dorosłych dlaczego #dorośli też obchodzą dzień dziecka #wewnętrzne dziecko dorosłych każdy ma w sobie #dziecko***

Dzień Dziecka: dlaczego dorośli też go potrzebują?

Dzień Dziecka kojarzy się z balonami, lodami i obowiązkowym „uśmiechnij się do zdjęcia”. Ale im człowiek starszy, tym częściej łapie się na myśli, że ten dzień wcale nie powinien kończyć się z wiekiem.

Bo prawda jest prosta: każdy z nas był dzieckiem. I każdy nadal nim jest — tylko lepiej się maskuje.

W dorosłości uczymy się płacić rachunki, dotrzymywać terminów i nie mówić głośno, że czasem po prostu nie mamy już siły. Uczymy się funkcjonować, a nie czuć. A to „wewnętrzne dziecko”, o którym tak często się dziś mówi, nie znika. Ono po prostu siedzi ciszej.

Dzień Dziecka dla dorosłych nie jest o pluszakach. Jest o przypomnieniu sobie, kim byliśmy, zanim świat nauczył nas, że wszystko trzeba „ogarniać”. Zanim zaczęliśmy wstydzić się radości bez powodu i smutku bez uzasadnienia.

Może właśnie dlatego ten dzień jest tak potrzebny dorosłym. Bo przypomina, że nie wszystko w życiu musi być produktywne, rozsądne i opłacalne. Czasem wystarczy być — dokładnie tak jak kiedyś.

Diuna cudzym okiem

Pozwalam sobie na reblog posta, wprawdzie sprzed kilku lat (2021), ale z racji wracania Diuny do łask (do tego sama utknęłam na „Dzieciach”…) to chyba warto

← Wstecz

Dzięki za odpowiedź. ✨

Ocena(wymagane)

Ostatnie newsy

Mimo braku postów od tygodnia serio sporo się dzieje.

  1. Mam Insta 😱 chociaż jeszcze nie pałam do niego miłością…
  2. Mam X (w sumie jest od jakiegoś czasu, ale też tak na bocznym torze…)
  3. Mam stronę na FB – też muszę ją dopieścić… ale to z czasem, tu będą posty i na automacie też tam.
  4. Mam buycoffee – u góry zakładka „kawusia”

Jeśli będziecie mieć czas chociaż tylko zajrzeć to już będzie sukces dla mnie, rl 👍🏼

***

Powiem Wam, że z ciekawości weszłam sobie na Onet, by zobaczyć o czym to się niby mówi.

W pierwszej chwili – głupie zdjęcia. W sensie jakieś dziwne miny, durne kadry, takie od czapy.

W drugiej chwili – jeszcze głupsze tytuły.

„Japoński hit z kolosalnym rabatem”

„Na integracji straciłem dobre imię (…)”

„Fala komentarzy pod wpisem Nawrockiej”

„Z tym połącz wit. D”

„Czarne chmury nad Dodą”

Ja rozumiem, że jest mało miejsca, ma być krótko i treściwie – stop. Treściwie.

„Pięć pomysłów na kolację w pięć minut” – w końcu coś konkretnego

  1. chleb w jajku – pamiętam, proste i smaczne 😀
  2. tortilla z łososiem i serkiem – mam wrażenie, że na wielu imprezach to się pojawia; szybko, łatwo, choć nie każdy lubi
  3. jajecznica z kiełbasą – Ameryki nie odkryli…
  4. twaróg z rzodkiewką – jak wyżej
  5. serek wiejski z bułką grahamką i warzywami – długi opis, tyle co wybrać sobie warzywka i dorzucić do serka

Ehh… może ja myślałam o czymś innym, niekoniecznie ambitniejszym, ale…

Z ciekawości wbiłam w chat GPT hasło „5 pomysłów na prostą kolację”, dało takie wyniki:

  1. Tortilla wrap – pełnoziarnista tortilla z hummusem, warzywami (papryka, ogórek, rukola) i kawałkami kurczaka lub sera.
  2. Jajka w koszulce na grzance – podane z awokado, pomidorem i posypane świeżymi ziołami.
  3. Sałatka grecka – ogórek, pomidor, oliwki, feta, cebula czerwona, oliwa i oregano.
  4. Makaron aglio e olio – spaghetti z oliwą, czosnkiem, natką pietruszki i płatkami chili.
  5. Zupa krem z dyni lub pomidorów – szybka, podana z grzankami lub kromką chleba z masłem.

Niby tortilla i sałatka żaden kosmos, ale zachciało mi się makaronu… 😀 nie są one pewnie tak szybkie jak te z Onetu, ale zgłodniałam.

A Wy macie na coś ochotę? 😉