Nieznane's awatar

About Laura A.

Kobieta mocno 20+. Z literatury: King, Mróz, Glukhovsky; lit. obozowa; fantastyka. Sądzę, że z ironią mi do twarzy.

Merry Christmas

Drodzy Czytelnicy,

z okazji Świąt Bożego Narodzenia – dość wyjątkowego okresu w roku, kiedy to ludzie udają, że się kochają, mówią ludzkim głosem i starają się ten raz w roku być w porządku wobec innych – życzę wszystkiego najlepszego.

Żebyśmy nie musieli udawać, że nam się coś podoba.

Żebyśmy nie musieli wykłócać się o swoje prawa.

Żebyśmy nie tracili bliskich w tragiczny sposób.

Żebyśmy byli szczęśliwi.

Reklamówka

Ten post to ordynarna reklama, ale czy poniekąd każdy post takowym nie jest? Czy to miejsce, dzieło, czy inne takie.

Ostatnio głośno o nowinkach typu PS5, Cyberpunk, a kto słyszał o autonomicznych dronach odrzutowych? A wiecie, że udało się wydrukować ludzką nerkę? Wprawdzie miniaturową, ale to już jest wielki krok.

Hybryda drona i ćmy? Spoko, ale robotyczny szef kuchni? To wręcz smutne, że wszystkie zawody zaraz zastąbią roboty.. Autonomiczne taksówki to już nie wymysł science fiction, a wisienką na torcie będą inteligentne opakowania zwrotne z Polski. Automatyka.pl jest fajną stroną do takich ciekawostek, oczywiście nie jedyną.

Ostatnią ciekawostką na dziś: taki jegomość, Piotr Szymański, TechLipton, daje możliwośc wygrania kompa za 10k. Znając życie ja nie wygram, nikt z moich bliskich też nie, ale weselej jest mieć nadzieję, w końcu ona zawsze ostatnia umiera 😀

Link-odsyłacz TU

George Orwell „Rok 1984” fragmenty

Numer „The Times”, przerabiany kilkanaście razy z powodu zmian w sojuszach politycznych lub błędnych prognoz Wielkiego Brata, figurował w katalogach pod oryginalną datą, a z jego wcześniejszych wydań nie ostawał się ani jeden egzemplarz, który mógłby posłużyć za dowód mistyfikacji. Książki także wycofywano i przerabiano ra po raz, po czym niezmiennie wydawano znów, nie przyznając się do wprowadzenia jakichkolwiek poprawek.

Była to udana egzekucja. Moim zdaniem wiązanie nóg psuje cały efekt. Lubię widzieć, jak wierzgają. Ale najbardziej mi się podoba, gdy na końcu wywalają języki, takie sine, że aż fioletowe!

Wyglądam pogodnie, nie wymiguję się od pracy społecznej. Zawsze krzycz to co inni, taka jest moja zasada. Tylko ona gwarantuje bezpieczeństwo.

Była to jedna z niezliczonych, bardzo do siebie podobnych piosenek, przygotowywanych dla proli przez którąś z sekcji Departamentu Muzyki. Ich teksty […] układała maszyna zwana wersyfikatorem. Ale kobieta śpiewała tak melodyjnie, że w jej ustach nawet te straszne brednie brzmiały niemal przyjemnie.

W sumie świat dzisiejszy jest znacznie bardziej prymitywny, niż był pięćdziesiąt lat temu. Rozwinęły się pewne zacofano gospodarczo obszary, wyprodukowano także nieco nowego sprzętu o przeznaczeniu militarnym lub policyjno-szpiegowskim, lecz niemal całkowicie zaniechano działalności badawczej i wynalazczej, a zniszczeń po wybuchach bomb atomowych z lat pięćdziesiątych nigdy nie naprawiono.

Społeczeństwo hierarchiczne musi opierać się na nędzy i ciemnocie, aby sprawnie fukcjonować.

Istotą wojny jest niszczenie – niekoniecznie zabijanie ludzi, lecz niszcenie wytworów ich rąk. Wojna to sposób na obracanie w pył […] oceanów materiałów, które można by zużytkować inaczej, niepotrzebnie przyczyniając się do podwyższenia poziomu życia szerokich mas społeczeństwa, a co za tym idzie, do ich edukacji.

Nawet od szeregowych członków Partii oczekuje się fachowości, pracowitości i choćby minimalnej inteligencji, ale najważniejsze jest, aby byli łatwowiernymi fanatykami i ignorantami […].

Warstwa średnia, dopóki walczyła o władzę, zawsze chętnie szermowała takimi hasłami, jak wolność, sprawiedliwość, braterstwo. […] Dotychczas warstwa średnia dokonywała rewolucji pod sztandarem równości, po czym obaliwszy dawną tyranię, natychmiast ustanawiała własną.

Indywidualnie żaden członek Partii nie posiada nic oprócz osobistych drobiazgów. Kolektywnie Partia jest właścicielem wszystkiego w Oceanii, gdyż wszystkim rządzi i dysponuje według własnego uznania.

Cała jego osoba sprowadzała się teraz do ust, które mówiły to, czego żądano, i do ręki, która podpisywała wszystko, co mu podsunięto.

Rok 1984
George Orwell
Przełożył Tomasz Mirkowicz
Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA
Warszawa 2008

***

Przeczytaj inne z kategorii „literatura”

Antyreklama

Jest różnica między tym, gdy chcemy dobrze i wychodzi jak zwykle, a gdy chcemy coś spartolić pod przykrywką i faktycznie tak wychodzi.

Społeczeństwo się oburzyło, wyszło na ulice i co? Czy coś to już zmieniło? Władza się ugięła? Oczywiście, że są głosy odważnych, że coś zaradzą na ten problem (najłatwiej byłoby powrócić do oficjalnej wersji sprzed wyroku TK), ale pojawi się i tak kolejny wniosek p.Godek, że trzeba chronić nienarodzonych.

To nie chodzi wcale o jakiś mord. Co z tego, że urodzę dziecko poważnie chore? Ano to, że ja i to dziecko cierpimy. Razem. Nie dość, że noszę je te 9 miesięcy to patrzę na jego śmierć w męczarniach. Albo patrzę na trupa wyciąganego mi spomiędzy nóg. Fajnie?

Za chrzest i pogrzeb trzeba zapłacić, bo ksiądz zapewne nie odprawi bez tego całej otoczki, chociaż to jego psi obowiązek. Niby ksiądz może odmówić pochówku (z mszą itd.) ewidentnemu przeciwnikowi Kościoła, ale gdzieś ten człowiek musi leżeć – pod płotem go nie zakopią. A dziecko? Nie zdążyło się opowiedzieć nawet za wiarą lub przeciw niej.

A co jeśli ta ciąża zagraża i życiu matki? To co, jeszcze lepiej, bo większa kasa? Ludzie, pomyślcie jaki to poziom smutky, żalu wobec dziecka, matki i całej rodziny wokół. Dziecko urodzi się jako kadłubek i co, kolejne, na które będą zbiórki w internecie. Urodzi się ze zdeformowaną twarzą? To pojedzie kiedyś na operację za granicę, będzie wycieczka?

Tęczowy most

Sam tytuł dużo mówi… i pewno zastanawiacie się, czemu o tym piszę. Zaczekajcie do ciągu dalszego.

Niedawno pisałam o nieszczęściach tego roku.. i w obecnej chwili one stały się właściwie niczym wobec tragedii w mojej rodzinie.

Milka i Perełek vel Klopsik – jakby śmiesznie te imiona nie brzmiały tak zwały się nasze dwa koty.

Milka znikąd swego imienia nie dostała – to taki milutki kociak, a jednocześnie bardzo miły. Potrafiła usiąść obok, grzecznie spoglądać na wyczyny człowieka i nienachalnie czekać aż zwróci się na nią uwagę. Gdy już się tak stało radość była ogromna, ale nigdy nie trącała nosem czy łapą, by przyspieszyć nieuniknione, bo w jakiś sposób rozumiała specyfikę: przeszkodzisz człowiekowi to pogłaszcze chwilę i znów zajmie się sobą – bez sensu; niech skończy to, co robi – zajmie się kotem całkowicie.

Perełek miał tak cudowną sierść, jakby faktycznie mienił się na perłowo w świetle. Jednocześnie utyło mu się nieco… dlatego nie można było mieć szarawych dywaników, bo można było pomylić z kotem. Ale najlepiej mu było w kocykach, takie jasnoszare i włochate – wtulał się w nie i spał pół dnia.

Minęło wiele lat, już chyba naście, odkąd zostały przygarnięte. Wydaje mi się, że całkiem dobrze im z nami było. Teraz bez nich… jest tak pusto. Ich ulubione miejsca teraz są tak okrutne…

Pochowaliśmy je z ulubionymi zabawkami. Ktoś powie, żeśmy zidiocieli, ale wolę w ten sposób. Chciałabym wierzyć, że mają drugie życie. Obojętnie czy biegają po polach, leżą w słońcu, jedzą smakołyki czy może są tam, gdzie zostały pochowane – byle były szczęśliwe i nic je już nie bolało.

Chorowały. Głównie na starość, ale Perełek miał nowotwór. Niezbyt mógł się ruszać, a broń panie go ułożyć gdzieś wyżej, bo nie zejdzie. Milka miała problemy z układem moczowym, ciągle jakieś zapalenie. W końcu oba jakby zmówiły się i przestały jeść. Żadne ich ulubione jedzenie, nic gotowanego, nic pachnącego, mleka, wody. Karmiliśmy strzykawkami, ale po konsultacjach i dyskusjach podjeliśmy decyzję ostateczną.

Strasznie się przed tym broniłam. Jak to jest, że za trochę kasy uśpisz zwierzaka, a człowieka (nawet roślinkę) nie da rady? Ba, na własne życzenie też nie – zostaje mu tylko samobój.

Leżały spokojnie. Próbowałam nie płakać, ale nie dało się. One też płakały. Głaskałam je do końca. Zanim dostały zastrzyki na sen położyły mi łapki na rękach. Te ciche miauknięcie, gdy dostały zastrzyki… spały sobie. Płakały i spały. Drugi zastrzyk…

Gdybym tam była sama to nie wiem czy byłabym w stanie wrócić do domu. Ja płakałam, mój płakał, nawet lekarz płakał. Owinęłam je w ich kocyki i wywieźliśmy. Każdy ma swój kwiatuszek.

Sąsiad powiedział, że są nadal inne maluchy, które nie mają domu. Ale ja nie wiem, czy mam siłę kolejnego przygarnąć mając świadomość jak boli ich śmierć.

Tęczowy most stoi w sprzeczności z naszą kulturą smutku, ale mam jednocześnie nadzieję, że tam gdzieś jest lepiej.