Nieznane's awatar

About Laura A.

Kobieta mocno 20+. Z literatury: King, Mróz, Glukhovsky; lit. obozowa; fantastyka. Sądzę, że z ironią mi do twarzy.

Tęczowy most

Sam tytuł dużo mówi… i pewno zastanawiacie się, czemu o tym piszę. Zaczekajcie do ciągu dalszego.

Niedawno pisałam o nieszczęściach tego roku.. i w obecnej chwili one stały się właściwie niczym wobec tragedii w mojej rodzinie.

Milka i Perełek vel Klopsik – jakby śmiesznie te imiona nie brzmiały tak zwały się nasze dwa koty.

Milka znikąd swego imienia nie dostała – to taki milutki kociak, a jednocześnie bardzo miły. Potrafiła usiąść obok, grzecznie spoglądać na wyczyny człowieka i nienachalnie czekać aż zwróci się na nią uwagę. Gdy już się tak stało radość była ogromna, ale nigdy nie trącała nosem czy łapą, by przyspieszyć nieuniknione, bo w jakiś sposób rozumiała specyfikę: przeszkodzisz człowiekowi to pogłaszcze chwilę i znów zajmie się sobą – bez sensu; niech skończy to, co robi – zajmie się kotem całkowicie.

Perełek miał tak cudowną sierść, jakby faktycznie mienił się na perłowo w świetle. Jednocześnie utyło mu się nieco… dlatego nie można było mieć szarawych dywaników, bo można było pomylić z kotem. Ale najlepiej mu było w kocykach, takie jasnoszare i włochate – wtulał się w nie i spał pół dnia.

Minęło wiele lat, już chyba naście, odkąd zostały przygarnięte. Wydaje mi się, że całkiem dobrze im z nami było. Teraz bez nich… jest tak pusto. Ich ulubione miejsca teraz są tak okrutne…

Pochowaliśmy je z ulubionymi zabawkami. Ktoś powie, żeśmy zidiocieli, ale wolę w ten sposób. Chciałabym wierzyć, że mają drugie życie. Obojętnie czy biegają po polach, leżą w słońcu, jedzą smakołyki czy może są tam, gdzie zostały pochowane – byle były szczęśliwe i nic je już nie bolało.

Chorowały. Głównie na starość, ale Perełek miał nowotwór. Niezbyt mógł się ruszać, a broń panie go ułożyć gdzieś wyżej, bo nie zejdzie. Milka miała problemy z układem moczowym, ciągle jakieś zapalenie. W końcu oba jakby zmówiły się i przestały jeść. Żadne ich ulubione jedzenie, nic gotowanego, nic pachnącego, mleka, wody. Karmiliśmy strzykawkami, ale po konsultacjach i dyskusjach podjeliśmy decyzję ostateczną.

Strasznie się przed tym broniłam. Jak to jest, że za trochę kasy uśpisz zwierzaka, a człowieka (nawet roślinkę) nie da rady? Ba, na własne życzenie też nie – zostaje mu tylko samobój.

Leżały spokojnie. Próbowałam nie płakać, ale nie dało się. One też płakały. Głaskałam je do końca. Zanim dostały zastrzyki na sen położyły mi łapki na rękach. Te ciche miauknięcie, gdy dostały zastrzyki… spały sobie. Płakały i spały. Drugi zastrzyk…

Gdybym tam była sama to nie wiem czy byłabym w stanie wrócić do domu. Ja płakałam, mój płakał, nawet lekarz płakał. Owinęłam je w ich kocyki i wywieźliśmy. Każdy ma swój kwiatuszek.

Sąsiad powiedział, że są nadal inne maluchy, które nie mają domu. Ale ja nie wiem, czy mam siłę kolejnego przygarnąć mając świadomość jak boli ich śmierć.

Tęczowy most stoi w sprzeczności z naszą kulturą smutku, ale mam jednocześnie nadzieję, że tam gdzieś jest lepiej.

Inauguracja

W tym kraju spokojnie być nie może. Jak nie szkoły, to uczelnie. Na uczelniach studiują w większości młodzi ludzie, którzy jak widać nie zapomną i nie wybaczą panu Prezydentowi „ideologii LGBT”.

Można się sprzeczać czy wielka tęczowa flaga była potrzebna jak i hasło „Andrzej Duda ma krew na rękach”. Może to jednak trochę za daleko?

Ludzie homoseksualni mają prawa, ale chyba ich nie widzą. Walczą, ale o co? To są ludzie – idąc do urzędu przedstawiamy się imieniem i nazwiskiem, nie orientacją. Czy mieszkam z mężczyzną czy kobietą nikogo nie obchodzi skoro płacę podatki. Do łóżka też mi nikt nie zagląda.

Z drugiej strony jednak chęć sformalizowania związku jest zrozumiały, logiczny i niepozbawiony sensu. Ale co poza tym?

Do kościoła chodzą ludzie i w drzwiach też nie mówią o orientacji – chyba, że to nadgorliwi księża. Ciekawe czy oni na boku kochanki nie mają…

Skąd się wzięło tak natarczywe głoszenie haseł LGBT, przecież sami sobie szkodzą. Zamiast od protestów zacząć od spokojnej rozmowy z kimś kompetentnym. Wiem, że ciężko o takich w Polsce, ale nie można się poddawać!

Ja będąc hetero nie jestem lepszym człowiekiem, ale homo też nie. Miejmy szacunek do siebie nawzajem..

AD 2020

Powodzie
Katastrofy lotnicze
Erupcja wulkanu
Ataki rakietowe
Ataki bombowe
Sztormy
Cyklony
Protesty
Strzelaniny
Zamachy
Trzęsienia ziemi
Wirusy

The Doomsday Clock: what is it and why does it matter? | WIRED UK
Doomsday Clock

Oczywiście, że to typowa lista, w sumie coroczna, wydarzeń ze świata. Co rok jest jakiś tajfun, huragan czy inne nieszczęście. Ludzie chorują na różne przypadłości, różne wirusy i bakterie, ba, gorsze i nieuleczalne rzeczy.

Do protestów możemy się zacząć przyzwyczajać. Ataki terrorystyczne, nuklearne? No oby nie, ale gdzieś z tyłu głowy jest ta świadomość, że ten Doomsday Clock jednak się nie myli…

Na umysł człowieka, być może chorego, nic nie zdziałami jeśli o tym nie wiemy. Spaczony? Ale wydawał się normalny, taki pomocny był. Agresywny? Nigdy! Może rzadko uśmiechnięty, ale całkiem rozmowny.

Nie było takiego samolotu, co by na ziemię nie wrócił – w ten czy inny sposób. Tego zestrzelili przez pomyłkę, zdarza się. Tam zasłabł pilot. W innym kazali lądować, pech chciał, że drzewo wyrosło..

Ja tu ironizuję, ale ile jeszcze nieszczęść w tym czasie było? Ile śmierci nie z powodu COVIDu? Ile głodu, zimna, długów, przemocy?

Dlatego ten świat jest tak smutny. Tak beznadziejny – bo nie widać nadziei dla bytu, który sam siebie niszczy. Klimat – niby o nim tak teraz głośno, ale ile to pic a ile prawda? Róbmy papierowe słomki – ale reszta w plastiku pakowana. A papier to z czego jest? Ktoś powie „recykling” – a ilu to się opłaca, a ilu woli obejść przepisy i sprzedawać coś niby-eko drożej, bo tak sobie napisze na opakowaniu?

Ten świat krąży i opiera się na forsie. Coś co było dobrą ideą – wymiana towarowa – przemieniła się dziwny, często nieadekwatny przelicznik umiejętności na jakąś kwotę.

W ten sposób edukacja zakończona dyplomem po magisterce warta jest nawet mniej niż praca fizycznego na budowie, bo on nie marnował czasu na naukę tylko poszedł „uczciwie pracować”. Nie chodzi o umniejszanie pracy takiego człowieka, bo jest cholernie ciężka i nie każdy ją może wykonywać – ale czy każdy może np. uczyć w szkole? Czy każdy może być dyrektorem/kierownikiem? Czy każdy może być księgową/kadrową?

Różnorodność to coś dobrego, ale umniejszanie roli
jednych czy drugich już dobrym nie jest.

Prawa, a obowiązki?

Te dwa tytułowe słowa chyba ze sobą nie współgrają, choć powinny.

Wszyscy mają prawa, od groma tych praw i dobrze, nie neguję tego, ale czemu zapominają o obowiązkach z tym związanych?

Mam prawo do wyrażania swojego zdania. Obowiązkiem jest zachowanie chociaż minimum kultury. Znaczy, dla mnie to jakiś obowiązek, ale patrząc po realiach to chyba wolność słowa wypiera wszelką kulturę…

Mam prawo do wyrażania siebie, ale obowiązkowo trzymać się jakiejś granicy dobrego smaku i nie wywijać gołą dupą zarówno przed emerytami jak i dziećmi.

Mam prawo być nieprzygotowana, ale obowiązkiem jest przyjęcie konsekwencji. Z jednej strony myślałam, że może nawet wyciągnięcie wniosków, ale jednak nie – ilu ludzi robi głupoty i nic ich postępowania nie zmieni…

Czemu w ogóle ten post? Po artykule o prawach ucznia. Uczeń nie musi nosić zeszytów, książek, przyborów. Ba, nie musi chodzić na lekcje, byle tylko oceny miał. (artykuł już niedostępny, ale miło poczytać mądre Umarłe Statuty – co prawda uczeń jako tak nie musi nosić przyborów, ale to raczej jego określenie stosunku do przedmiotu)

Ale czy coś się nie pomerdało autorowi tekstu? Szkoła to nie studia, nie ma dowolności odwiedzania szkoły lub też nie. Jest coś takiego jak obowiązek szkolny do ukończenia szkoły podstawowej, dalej faktycznie do ukończenia 18. r.ż. jest obowiązek nauki. Zastanówmy się jednak realnie: jak nie zapisze to zapewne zapomni. Jak nie ma książki to jak się ma uczyć? Na podstawie czego? Ćwiczeń powtórzeniowych też nie musi, bo po co. Lekcja to tylko 45min, gdzie wchodzą sprawy organizacyjne na dzień dobry, zostaje 40min. Przedstaw cel, podaj temat, wprowadź zagadnienie, przećwicz, utrwal, spytaj i skończ przed dzwonkiem, bo trzeba załatwić inne sprawy, może ktoś ma pytania. A no i zajmij się osobami z trudnościami, dostosuj wymagania i sposoby pracy, nie zapomnij o indywidualizacji reszty klasy. To idealny scenariusz, gdy nie ma nadpobudliwych czy upierdliwych istot, którym akurat nie chce się uczyć, bo to i tak nudne i bez sensu.

Szkoła za uczniów odpowiada, gdy już do niej przyjdą, nie mogą sobie dowolnie spacerować po budynku, kiedy to powinni mieć lekcje.

Ludzie z ministerstw czy organizacji prouczniowskich często zapominają jak wygląda szkolna rzeczywistość i jaka ciąży na nauczycielach odpowiedzialność.

Suicide

Kogoś może nie interesuje problem samobójstw, ale mam wrażenie, że temat niestety brutalnie wraca do „łask”.

Nie tak dawno Ronnie i jego shotgun (domniemanie o fake’u pozostawię), wcześniej dziewczyna na live się powiesiła na drzewie – co to za moda robić takie rzeczy online? Nie chcę powiedzieć, że powinni sobie w cichości podrzynać żyły, ale…

Do tej pory raczej było twierdzenie, iż osoby mówiące głośno o chęci samobójstwa wołają o pomoc. A teraz? Odpalę live na FB, ludzie do mnie piszą „nie rób tego!” albo… „na co czekasz? i np. strzelam sobie w łeb. A niech mają zabawę.

Co z tego, po co taki cyrk? Bo samobójstwa to takie passe? Bo nie trendy? Bo trzeba być twardym jak żelki z Biedronki?

NIE DLA OSAMOTNIENIA

NIE DLA SAMOBÓJSTW

NIE DLA CISZY

Nie bójmy się przyznawać do smutku i problemów.

Nie bójmy się pytać – to zainteresowanie może uratować życie.

Ludzie mieli, mają i mieć będą różne problemy. Jeśli nie będziemy uczyć młodych radzenia sobie ze stresem i presją czarne statystyki wzrosną. Nie potępiajmy ludzi, którzy mają problemy, nie potępiajmy ludzi, którzy nie poradzili sobie z życiem i je zakończyli – widocznie nie widzieli innej możliwości. Stali pod murem. Zamiast dać się rozstrzelać zrobili to „na własnych warunkach”.

Wiem coś o tym, wiem jak to jest nie móc wstać z łóżka, bo nie czuje się… nic. Pustka i bezsensowność. Wiem co to za uczucie, gdy widząc pociąg zastanawiasz się ile z ciebie zostanie, gdy rzucisz się na tory. Gdy każdy dzień jest męczącą, szarą egzystencją.

Ale żyję. Bo mam dla kogo.

*** *** ***

Edit 2.10.

Dominik, Zuzia, Kacper, Michał. Twoje dziecko LGBT+