Religie świata cz.1

Zbierałam się za to długo, oj za długo…

Drażni mnie takie przeświadczenie, że jak religia, to chrześcijaństwo. Wiara tylko rzymsko-katolicka, ewentualnie jeszcze „ten zły islam”, podśmiechujki z buddyzmu i chyba to tyle.

Dzisiaj nie zaczniemy absolutnie od chrześcijańska i islamu, choć procentowo w statystykach są największe. PS. wg różnych szacunków istnieje nawet do 10 000 różnych religii.

*** *** ***

Wstęp: religia to system wierzeń i praktyk. Religia może mieć wiele definicji, bo jest ich tak dużo i mają tak wiele różnych cech, że ciężko jest wszystko spiąć pod jedną definicją.

Zachęcam do poczytania Cycerona, Rudolfa Otto, Sigmunda Freuda lub Ericha Fromma pod względem postrzegania religii. Niektóre konkluzje są bardzo ciekawe.

*rozwinięcie*

ANIMIZM

Animizm wydaje mi się bardzo naturalnym, przyjemnym wyznaniem/poglądem. Zgodnie z tym przekonaniem istoty żywe, acz nieludzkie oraz przedmioty mają duszę. Teoria antropologiczna założyła, że animiści po prostu nie widzą różnicy między „osobami” a „rzeczami”.

Wg Edwarda B. Tylora animizm to prawdopodobnie pierwszy, taki najwcześniejszy etap rozwoju religii, choć wywodzi się raczej z ludzkich snów, marzeń, wizji.

A skąd pomysł na takie nazewnictwo?

„Termin „animizm” zaczerpnięto z pism niemieckiego XVIII-wiecznego naukowca Georga Ernsta Stahla, dla którego dusza (anima) stanowiła zasadniczy pierwiastek życia” (Słownik etnologiczny. Terminy ogólne. (1987) s.22)

Animizm jest kojarzony z ludami prymitywnymi, a debata, która powstała na tym polu (natura społeczeństw prymitywnych) dała pożywkę dla teologów, filologów, a nawet prawników.

Według Tylora, im bardziej zaawansowane naukowo stawało się społeczeństwo, tym mniej jego członków podzielało wiarę w animizm. 

Według współczesnego antropologa Tima Ingolda animizm wykazuje wiele podobieństw do totemizmu, różni się jednak od niego w swoim skupieniu na konkretnych istotach duchowych, podczas gdy totemizm utrzymuje raczej, że jest pewne pierwotne źródło, takie jak ziemia czy przodkowie, które dostarcza podstawy dla życia.

Na podstawie swoich badań nad rozwojem dziecka psycholog Jean Piaget zasugerował, że dzieci rodzą się z wrodzonym animistycznym spojrzeniem na świat, przez co antropomorfizują przedmioty nieożywione, ale z czasem wyrastają z tych wierzeń. Antropolożka kulturowa Margaret Mead z kolei, na podstawie swoich badań etnograficznych, wysunęła całkiem przeciwną tezę, uważając, że dzieci nie rodzą się z animistycznym podejściem, ale przyjmują takie wierzenia w procesie socjalizacji.

(Harvey, Graham (2005). Animism: Respecting the Living World. London: Hurst & Co)

„Nowy animizm” pojawił się głównie dzięki publikacjom antropologa Irvinga Hallowella, tworzonych na podstawie jego badań etnograficznych wśród społeczności Ojibwe w Kanadzie. Dla Ojibwe spotkanych przez Hallowella bycie osobą nie wymaga bycia człowiekiem, to raczej ludzie są postrzegani jako tacy sami jak inne osoby, nie wykluczając na przykład osób kamieni czy osób niedźwiedzi.

Dla Ojibwe, każda z tych osób jest świadomą istotą, która zdobywa znaczenie poprzez swoje interakcje z innymi; poprzez pełną szacunku interakcję z innymi osobami, oni sami uczą się „zachowywać jak osoba”.

Voodoo – pewnie już wyobrażacie sobie laleczki, czary i wbijanie szpilek 😀

Voodoo to takie rzekłabym połączenie wierzeń ludów zachodnioafrykańskich z elementami katolicyzmu. Właściwie powstało to dzięki niewolnictwu. Niewolnicy nie odrzucili swoich rdzennych wierzeń, łącząc je z nową religią. W voodoo istnieje wprawdzie wiara w Bon Dieu (jednego Boga), nie oddaje mu się jednak czci, uznawany jest bowiem za coś niedostępnego dla ludzi.

Jako ciekawostka – kapłanem może być również kobieta (mambo). Ale co to za wiara bez wspomnianego boga – Loa odgrywają najważniejszą rolę w rytuałach voodoo i objawiają się najczęściej przez opętanie, a do tego każdy z nich ma swój odrębny symbol.

„Lalki voodoo” są natomiast wykorzystywane w praktykach tzw. luizjańskiego voodoo, zwanego też voodoo nowoorleańskim, będącego mieszaniną wierzeń i praktyk duchowych haitańskiego voodoo oraz magii hoodoo.

UWAGA: panteizm

Animizm nie jest tym samym co panteizm, jednakże są one czasem mylone.

Panteizm to pogląd utożsamiający wszystko z Bogiem/absolutem. Nie ma boga cielesnego, osobowego jako takiego, ale absolut przenika we wszystko co istnieje.

Niektóre religie są zarówno panteistyczne jak i animistyczne. Jedną z głównych różnic jest to, że podczas gdy animiści wierzą, że wszystko jest w swojej naturze duchowe, niekoniecznie widzą duchową naturę wszystkiego co istnieje jako jedność (monizm), tak jak robią to panteiści. W rezultacie animizm kładzie większy nacisk na niepowtarzalność każdej indywidualnej duszy. W panteizmie wszystko składa się z tej samej esencji duchowej, a nie posiada duszę lub dusze.

PS. panteizm możemy też podzielić na dwa stanowiska:

  • naturalistyczny – istnieją wyłącznie przedmioty, rzeczy, zjawiska należące do przyrody. Odrzuca istnienie zjawisk ponadnaturalnych, neguje również jakąkolwiek transcendencję
  • spirytualistyczny – aby istniały idee, muszą istnieć umysły, które te idee noszą. Umysły są substancjami, istnieją samodzielnie i są czynne

Kwestia tej „substancji” jest problematyczna, tu mogę odesłać do Barucha Spinozy i systemu filozoficznego. Wg niego natura nie mogłaby istnieć poza bogiem, bo gdyby tak mogła sobie istnieć poza bogiem, który jest wszystkim i we wszystkim, to natura istniała by podwójnie, w bogu i poza nim, a to tworzyło by sprzeczność istnienia.

Podejrzewam, że druid nie jest dla nikogo słowem obcym.

Etymologicznie są pewne zagwozdki, bo pochodzi to słowo albo od słowa drúisi (podobnież celtyckie, ale mamy jednego speca w tym temacie, prawda, Celcie?); (iryjskie drúidráidraoi znaczy ‚czarownik’, lub od indoeuropejskiego słowa oznaczającego ‚dąb’ (w grece δρῦς, drûs). Inną propozycją jest wywodzenie słowa od indoeuropejskiego viduid – ‚wiedzieć’, ‚poznawać’, przyrostek dru miałby pełnić tu rolę wzmacniającą, tak że pierwotna nazwa druidów brzmiałaby: druvides (najmędrsi).

Na pewno funkcja takowa jest bardzo stara, skoro już Juliusz Cezar o nich mówi. Jako, że na każdej stronie którą wertowałam jest kopia tego co na Wiki (serio!) to skrócę: prócz przewodzenia obrzędom przepowiadali przyszłość, generalnie bardzo związani z naturą, gwiazdami, a mogli oni też nakładać gessa (zakazy), za których złamanie groziła hańba lub nawet śmierć.

I w tym momencie na koniec dołożymy sobie filidów, wróżbitów irlandzkich (rozjemców i historyków też), którzy druidom zagrozili pod względem wpływów.

 Tytuł fili był często dziedziczony w rodzinie. Uzyskanie go wymagało jednak długich lat studiów, obejmujących pamięciową naukę setek opowieści, wierszy i genealogii. Istniało siedem rang filidów, z których najwyższą był ollamh.

Uff, chyba na początek starczy. Właściwie nie sądziłam, że tyle tego wyjdzie… ale jeśli daliście radę tu dotrzeć to podziwiam.

Dziękuję i pozdrawiam!

***

Zobacz część 2 tego cyklu

Zobacz część 3 tego cyklu

Zobacz część 4 tego cyklu

Jezus a dawne wierzenia

Kojarzycie Horusa, egipski Bóg Słońca. Urodzony z dziewicy dn. 25.12., choć to pokrywa się z dniem narodzin Ozyrysa. Uosobienie Dobra, Zbawienia, Nadziei, Życia. W końcu jak żyć bez Słońca, jego ciepła, bez tej jednej Gwiazdy?

Horus był nauczycielem, miał 12 uczniów i towarzyszy w podróży. Działał cuda: uzdrawiał, chodził po wodzie. Niestety, został zdradzony i ukrzyżowany, ale zmartwychwstał po 3 dniach. (jakieś 3000 lat przed Chrystusem)

Bóstwo Attis z Frygii, urodziny również 25.12. przez dziewicę. Dziwnym trafem również ukrzyżowany, pochowany na 3 dni, aby zmartwychwstać. (jakieś 1200 lat przed Ch.)

Mithra z Persji – syn dziewicy; urodzony 25.12.; miał 12 uczniów; czynił cuda; po śmierci został pochowany w skalnym grobowcu na 3 dni, a potem zmartwychwstał. Był też nazywany „Prawdą/Światłem/Zbawcą/Pasterzem”; jego wyznawcy spożywali rodzaj świętej komunii (Somę/Haomę); zmarł, aby zbawić ludzkość. (jakieś 1200 lat przed Ch.)

Kriszna z Indii – urodzony z gwiazdą na wschodzie zapowiadającą jego nadejście; złożono mu w dary z mirry, kadzidła i złota; też czynił cuda; zmarł oczywiście, aby zbawić ludzkość; po śmierci zmartwychwstał. (jakieś 900 lat przed Ch.)

Dionizos z Grecji – syn dziewicy; urodzony 25.12.; był podróżującym nauczycielem, który czynił cuda np. zamieniał wodę w wino; nazywany był „Królem Królów”, „Synem Bożym”, „Alfą i Omegą”; zmarł aby zbawić ludzkość; też zmartwychwstał.

Życzę więc wszystkim najlepszego z okazji Świąt Bożego Narodzenia, niezależnie od Boga, w którego wierzycie 😀

***

Z tej okazji chcę zachęcić również do kawusi dla jednej paniusi 😉

Żartuję, to poważna kobieta, nauczycielka niemieckiego. Odwala kawał niezłej roboty, link do jej stronki: dydaktyczna inspiracja

I link do kawusi: Buy a Coffee

Wakacyjne destynacje

Czas to towar deficytowy, ale zbliża się tzw. okres wakacyjny – czas, gdy największa liczba ludzi bierze urlop i jednocześnie ceny idą w górę.

Czytałam sobie stare edycje National Geographic Polska i wpadłam na artykuł o pogańskich obrzędach dawnych Słowian, wykopaliskach itd.

Mowa była o Łysej Górze, tak kojarzonej z sabatami; o Sobótce i skojarzeniem z prastarym świętem; Ślęża, Radzików Stary, Wolin. Pogrzebałam i doczytałam się, że w Wolinie cyklicznie odbywa się Festiwal Słowian i Wikingów (bitwy, potyczki, palenie wioski nawet!).

Jako że temat Wikingów mnie interesuje, to i wygrzebałam informacje, iż idea na ten festiwal miała podwaliny w islandzkiej sadze o Jomswikingach (napisana w XIII w.)

Idąc dalej można by było wspomnieć też o Arkonie, choć to już niemiecki Mecklenburg-Vorpommern, ale za to pozostałości tego grodu są jednym z najważniejszych zabytków historii naszego Bałtyku!

Grzechem byłoby na koniec choć nie wspomnieć o miejscowości z jakże wdzięczną nazwą Radogoszcz. Swego czasu zrównana z ziemią, obecnie znana właściwie jedynie z opisów niemieckich kronikarzy.

Czemu wspominam o grodzie, który jest gdzieś wspomniany, był zniszczony i teraz nawet nie wiadomo gdzie faktycznie jest? Może dlatego, że była tam najważniejsza swego czasu świątynia słowiańska – czy cokolwiek zostało?

Właśnie dlatego, że to intrygująca zagadka. Czy Radogoszcz, inaczej Retra, jest w miejscowości Gross Raden w Meklemburgii? A może to Alt Rehse – wieś w Niemczech k. Neubrandenburga? Ba, istnieje także teza, jakoby gród znajdował się na terenach obecnego Berlina.

Biblijne sprzeczności czy manipulacja?

Wierzący są zazwyczaj przekonani, że PŚ jest wolne od błędów. Część wierzących twierdzi, że to przecież ludzką ręką słowa spisane, a ludzka pamięć nie jest perfekcyjna, do tego spisujący dzieje mógł nie mieć pełnej wiedzy o pewnych szczegółach, ba, że PŚ przekazuje wiarę czystą i absolutną, a to my obecnie ją czytając nie mamy tej potrzebnej wiedzy i nie rozumiemy ówczesnych ludzi.

Trzeba przyznać, że tłumaczenie na pewno wprowadziło błędy, braki, niedopowiedzenia, ale nie każdy też musi hebrajski znać. Nie przeczę, że np. brak słowa „brat” w przekładzie implikuje, że Goliat z Gat z dzidą został zabity dwukrotnie i daje to pole do manewru ateistom, agnostykom itd. Jednak nie możemy zawsze całej Biblii tłumaczyć, że tu nie występują nieścisłości, bo dużo osób nosiło to samo imię, mogło pochodzić z tej samej rodziny, zdania się dopełniają albo to nie powinno się akurat danego fragmentu brać dosłownie. Trochę za dużo tych „ale”.

To może by od Adama i Ewy zacząć.

Adam był pierwszym mężczyzną, który kiedykolwiek istniał (1 Ks. Mojżeszowa 1.27; 1 Koryntian 15.45). Został stworzony przez Boga jako pierwszy człowiek i umieszczony w Ogrodzie Eden zaprojektowanym dla niego (1 Ks. Mojżeszowa 2.8, 10). Adam jest ojcem całej ludzkości; każda istota ludzka, jaka kiedykolwiek istniała, jest potomkiem Adama i to przez Adama każda istota ludzka odziedziczyła grzeszną naturę (Rzymian 5.12). Pierwsza kobieta, Ewa została stworzona z jednego z żeber Adama (1 Ks. Mojżeszowa 2.21-22).

Czyli Adam był pierwszy, ale w Edenie, a na świecie byli inni ludzie? Nie bardzo, bo Adam jest ojcem całej ludzkości. Skoro jest ojcem każdej istoty ludzkiej, to zakłada to kazirodztwo. Więc ojcem całej ludzkości jest metaforycznie – z resztą jak i wiele innych rzeczy w PŚ… Adam i Ewa mieli (z imion) Kaina, Abla i Seta. Po Secie Adam „miał synów oraz córki (Księga Rodzaju 5,4)”. Można więc założyć, że żoną Kaina była: siostra, siostrzenica lub córka siostrzenicy, bo ludzie wtedy byli długowieczni. Sam Adam miał wg Rdz 5,5 930 lat.

Wielu zastanawia się nad fragmentem „Położył też Pan na Kainie znak, aby go nikt nie zabijał, kto go spotka” (1 Księga Mojżeszowa 4.15-16), ale zakładając, że Kain i Abel byli już słusznego wieku mogli spłodzić już trochę ludności, a nie wiadomo, ile lat mieli, kiedy pierwsze morderstwo się dokonało. Dzięki temu tu można sobie darować domysły, bo wiele dzieci, wnuków i prawnuków mogło chcieć pomścić Abla. Sam Set urodził się już po śmierci Abla (gdy Adam miał 130 lat) i mówi się o nim jako bezpośrednim przodku Jezusa. Set dożył 912 lat i umarł (Rdz 5,3-8).

Przy okazji: rodowody to bardzo ciekawy temat. Posługując się rodowodem ewangelisty Łukasza poznamy na przykład tylko linię męską, bo kobiety były jak element inwentarza, na poziomie bydła czy drobiu. Za to Żydem jest się przecież po kądzieli. Może też nie wypada o kobietach mówić? Prababki Jezusa, takie jak Tamar (Rdz 38), Rachab (Joz 2), Rut czy Batszeba (2 Sm 11) nie były świątobliwymi kobietami, takimi jak Sara, Rebeka czy Rachel, lecz kobietami o wątpliwej reputacji. Nie układało im się w małżeństwie, a zachowanie niektórych budziło publiczne zgorszenie. Ba, o ironio, rola kobiety w historii Jezusowej odgrywa bardzo ważną rolę, choćby doświadczenie pustego grobu. Wpadłam za to na bardzo ciekawą dyskusję, wprawdzie sprzed 4 lat, ale warto poczytać. testimonia.pl

Warto wspomnieć tu może o wiedzy z apokryfów, bo one bardzo dużo dają, choć nie wpasowują się w kanon. Z nich dowiadujemy się , że gdy Adam śmiertelnie zachorował, zgromadził przy sobie swoje późniejsze potomstwo, liczące 30 synów i 30 córek.

Mesjasz obiecany przez Boga miał pochodzić „z rodu Dawida” – tym wiemy ze Starego Testamentu (2 Sm 7,12-13; Jr 23,5; 33,15 i inne). To przekonanie stało się podstawą wiary w Jezusa Chrystusa – w autentyczność Jego misji. Żydzi nigdy nie zaakceptowaliby mesjasza, którego pochodzenie budziłoby wątpliwości…

Wystarczy przypomnieć zarzuty z Ewangelii Jana: co może być dobrego z NazaretuCzy mesjasz przyjdzie z Galilei? Skoro więc Józef usynowił Jezusa i przekazał mu genealogiczną linię Dawida, nie można było podważyć tej szczególnej prerogatywy Jezusa, jaką było mesjaństwo (Mt 1,1-25; Łk 3,23-38; zob. też Mt 9,27; 12,23; 20,30-31; 21,9.15; Mk 10,48; 11,10; Łk 1,27.32; 2,4; Rz 1,3; 2 Tm 2,8; Ap 5,5; 22,16).

Bóg – dobry czy zły?

Wpierw kilka cytatów:
„Bóg miłosierny i łagodny, nieskory do gniewu*, bogaty w łaskę i wierność” (Psalm 86, 15)


„Bóg miłosierny i litościwy, cierpliwy, bogaty w łaskę i wierność,
zachowujący swą łaskę w tysiączne pokolenia..” (Księga Wyjścia 34, 6)


„Wielkie jest miłosierdzie Pana i przebaczenie dla tych, którzy się do niego nawracają” (Księgi Syracha (17, 29)

Wobec innych:


”Postanowiłem położyć kres istnieniu wszystkich ludzi, bo ziemia jest
pełna wykroczeń przeciw mnie; zatem zniszczę ich wraz z ziemią.” (Ks. Rodzaju 6:1-13, Biblia Tysiąclecia)


„Według rozkazu, jaki otrzymał Mojżesz od Pana, wyruszyli przeciw Madianitom i pozabijali wszystkich mężczyzn. (Księga Liczb 31. 7)


„Albowiem gniew Boży z nieba objawia się przeciwko
wszelkiej bezbożności i nieprawości ludzi, którzy przez nieprawość
tłumią prawdę.” (Rzymian 1:18 )


„Wielki jest bowiem jego gniew i zapalczywość” Jeremiasz (Jr 36,7)

Jednocześnie:


„Nie bądź w swym duchu porywczy do gniewu, bo gniew mieszka w piersi
głupców”. (Kazn. 7,9)


„Gniewajcie się, lecz nie grzeszcie; niech słońce nie zachodzi nad
gniewem waszym”. (1 Tes 5:9)

Niektórzy twierdzą, że Bóg zależnie od Testamentu – Nowego/Starego różni się nastawieniem do ludzkości. Był więc wpierw dobry, a potem z racji niegodziwości człowieka zły? Czy może był zły, ale doceniając swoje stworzenie stał się dobry?

***

Wiem, że to wsadzanie kija w mrowisko.

Wiem, że jeśli ktoś wierzy to wierzy. I już. I nie chodzi mi o dyskusję na zasadzie „wierzysz, toś głupi/ nie wierzysz, to jesteś lepszy, bo myślisz”.

Ja sama chciałabym wierzyć, że jest coś poza nami, niech to będzie Bóg, potwór Spaghetti, Wielki Czerw czy nawet to Ufo.

Byle nie wersja, że jesteśmy jakimś eksperymentem komputerowym i żyjemy w cyfrowej rzeczywistości albo że jesteśmy chomikami w klatce czegoś większego. Jakoś niezbyt fajna ta wizja po prostu.

Kulturalna sobota: Oppenheimer

Starałam się trzymać pewnego schematu tych wpisów; wydarzenie, muzeum, książka, ale w końcu film to też element kultury. Do tego temat jest tak obszerny, że wyjdę poza sam film, a wejdę w historię.

Ostatnio wyszły dwa filmy: Barbie i Oppenheimer. Przyznam, że do drugiego skusił mnie aktor – Cillian Murphy, którego pokochałam z Peaky Blinders, choć jego kariera jest dużo dłuższa i opiewa wiele nominacji.

Obawiałam się nieco biografii, nie jestem fanką tego gatunku, jednak stworzenie bomby atomowej… temat specyficzny, nie taki łatwy jak się wydaje. To nie notka w Internecie o składzie czy przebiegu reakcji.

Polecam artykuł Czym jest bomba atomowa? z uwzględnieniem zasięgu, historii, a nawet dywagacji o detonacji bomby w kosmosie.

Ciężko mi ocenić ten film. Może dlatego, że on sam jest trudny, pesymistyczny, w niejakim spojrzeniu nawet przerażający?

Niektóre sceny były męczące i dla mnie zbędne (kilkukrotne zbliżenia na oczy – rozumiem oczekiwanie i napięcie, ale jednak…), ale trzeba oddać reżyserowi wszelkie starania. Trzeba się dość mocno skupić, bo akcja ma dobre tempo, do tego przeplatanka czasów, która może zaskoczyć. Oczywiście są głosy, że może lepszy byłby dokument niż zlepek dialogów przeplatany z mądrymi fizycznymi określeniami, ale samo hasło „dokument” mogłoby wielu zrazić.

Niektórzy sądzą, że nie można było nawiązać więzi z głównym bohaterem. Nie wydaje mi się, żeby to było tu kluczowe. Bomba, zamysł, konsekwencje dla świata i kreacji przyszłości – to w moim odczuciu było jednak ważniejsze. Można też powiedzieć, że „proces”-przesłuchanie Oppenheimera był niezrozumiały i bez sensu, ale jeśli ma się jakąś wiedzę – a to nie jest film, do którego można podejść sobie na lajcie z popcornem i wyłączyć myślenie – to ma wszystko spójność. Właściwie nawet nie mając wiedzy, a słuchając uważnie wiadomo, jak ważny jest element komunistyczny.

Samego Roberta Oppenheimera można nazwać wyrodnym ojcem. Wybuch bomby, w sensie jej siła była jak kubeł lodowatej wody i w rzeczywistości słowa z poematu Mahabharata (Teraz stałem się śmiercią, niszczycielem światów) zacytował po eksplozji. Odmówił udziału w pracach nad bombą wodorową, nawet opóźniał jej budowę i odebrano mu certyfikat bezpieczeństwa, czyli generalnie służbowa degradacja.

Projekt Manhattan był walką z czasem. Każdy był pewnym trybikiem czującym presję. Celem, poza wyprzedzeniem Rzeszy oczywiście, było stworzenie broni mającej wstrząsnąć każdym potencjalnym wrogiem – jeśli mówić o władzy. Formalnie i oficjalnie komisja mająca określić możliwości niedestrukcyjnego użycia energii atomowej sporządziła raport, w którym zaznaczyła: „rząd powinien rozpocząć i wspierać pilny projekt oraz studia badawczo-rozwojowe zmierzające do zapewnienia energii ze źródeł nuklearnych dla okrętów marynarki” (Norman Polmar: Cold War Submarines, The Design and Construction of U.S. and Soviet Submarines. K.J. More. Potomac Books, Inc, 2003).

Test Trinity był pierwszym naziemnym testem broni atomowej oraz próbą generalną przed zrzuceniem bomb na Hiroshimę i Nagasaki. 16.07.1945 odbył się na pustyni w Meksyku, w miejscu zwanym Jornada del Muerto (hiszp. ‛droga umarłego’). W punkcie zero wzniesiono obelisk z miejscowej lawy. Teren nadal pozostaje zamknięty, ale dwa razy w roku, w pierwsze soboty kwietnia oraz października organizowane są „dni otwarte” dla publiczności. Promieniowanie w miejscu eksplozji nadal dziesięciokrotnie przekracza naturalne tło promieniowania*.

*Naturalne promieniowanie jonizujące środowiska jest jednym z czynników powodujących mutacje w genach organizmów żywych, czyli jednym z czynników ewolucyjnych, którym zawdzięczamy różnorodność fauny i flory. Statystyczna roczna dawka promieniowania naturalnego wynosi 2,4 mSv (według UNSCEAR, 1988).

~~~~

Warto zauważyć, że w promieniu 80 kilometrów na terenie uznanym za niezamieszkały przebywało jakieś 13 tys ludzi. Ci ludzie jedli skażoną żywność, pili skażoną wodę i mleko, zwierzęta traciły sierść. Nie ważne, że w 1945r. umieralność dzieci wzrosła o 56%.

Oczywiście to pokłosie braku wiedzy. Analizy jądrowe były w powijakach, niewiele było wiadomo o oddziaływaniu substancji radioaktywnych na organizmy żywe. Królikami doświadczalnymi stał się podoficer marynarki wojennej Lyman Eugen Quigley jak i wielu innych żołnierzy wysłanych do porządkowania japońskich miast. Niestety ofiary były też młodsze.

Przeprowadzono eksperyment w Ośrodku Rozwoju im. Waltera E. Fernalda w Massachusetts. Dzieci upośledzone umysłowo, bo tego rodzaju był to ośrodek, otrzymywały do posiłków domieszkę substancji radioaktywnych – bez wiedzy i zgody rodziców, za to za zgodą Komisji Energii Atomowej, która chciała więcej wiedzieć o procesach trawiennych u ludzi. Wartość naukowa jak się okazało była minimalna, za to w 1994r. nadużycia zostały ujawnione i ofiarom przyznano odszkodowania.

Mimo upływu lat temat nie daje się zamknąć. W Saint Luis forma Malinckrodt Chemical Works produkowała uran do bomb atomowych. Jakieś bodaj 4 lata temu stwierdzono, że osoby, które miały kontakt z Coldwater Creek, strumieniem przy którym składowano odpady nuklearne, są narażone na podwyższone ryzyko zachorowania na raka. Ba, na przyległym terenie, gdzie znajduje się szkoła podstawowa, też wykazano skażenie radioaktywne. W gruncie wykryto duże ilości polonu.