Takie to życie

Długo myślałam nad tym postem. Wypada, nie wypada? Warto, nie warto?

Jednak piszę, bo to w emocjach inaczej brzmi, a po czasie da radę ująć pewne rzeczy w całkiem inne słowa.

Kiedyś w jakimś poście (Nie-Matka-Polka) wspomniałam chyba, że koleżanka spodziewa się dziecka. Generalnie jak ktoś chce i czeka, to to sama radość. 🌈

Nie wymieniam tu żadnych imion, więc mogę przytoczyć historię tej dziewczyny.

Pracowała ona chyba do 7 czy nawet 8 miesiąca ciąży. Wszystko przygotowane (jej matka była bardzo.. znaczy dużo zorganizowała, nawet bez jej wiedzy), teściowa za bardzo się nie wcinała. 🤔

Sielanka do porodu. W szpitalu dopiero przedstawili noworodka-dziewczynkę i klops, bo zaborczej mamusi-już-babci się nie spodobało wybrane imię. Wyczytała coś w internecie, że przyszło do nas z Rosji (nie pochodzenie stricte rosyjskie, tylko inne, ale do Polski zza wschodu przyszło) i tragedia narodowa się stała. Normalnie płacz i zgrzytanie zębów.

Normalny człowiek skupi się jednak na fakcie, że zdrowe to, takie małe i tak dalej. Nie tym razem! 😉

Babcia przychodząc w odwiedziny starała się córkę przekonać do zmiany. Jak wnuczka takie imię może mieć?

Próbowała kilka dni. Ale zmierzamy do najlepszego – zadzwoniła w końcu z pytaniem jakie to imię (wiedziała, że już do urzędu to idzie). Jeśli nie zmieni to mają ich (babcie i dziadka) nawet nie zapraszać na chrzest. (P.S.: babcia już nawet chrzestnych wymyślała).

Dziewczyna może tydzień po porodzie wpadła w histerię. Ktoś powie: dlaczego, po co? To trzeba być kobietą w połogu z rozjechanymi hormonami. Pozdro dla panów (z całym szacunkiem).

Płacz, poczucie winy, taka bezsilność i wiele innych trudnych do opisania emocji. Ona na prawdę zaczęła myśleć, że jaka z niej matka, skoro ładnego imienia nie potrafi wybrać (nie ważne, że wybrali je z mężem wspólnie). (to nie imię typu Hermenegilda, Apolonia, Telimena ani Tradycja; krótkie na L)

Babcia, która się zapowiadała tak pomagać przestała się odzywać. To młodą matkę dobiło, gdyby nie mąż to z mojej perspektywy zrobiłaby coś głupiego. Dziecku nie, bo to nadal perełka, ale sobie owszem. Podobno często myślała, żeby wyjść jak stała i po prostu iść w pizdu.

Powiem wam, że ta historia mnie, osobę raczej dość lajtową, wkurwiła. Awantura o imię nie swojego dziecka.

Rozumiem, że kto co woli. Kiedyś były popularne Karolinki i Julcie, a teraz Zuzki i Laury (i też Julcie).

Podobno druga babcia chciała Helenkę albo jakieś ładne, typowo polskie. Ale inne imię przyjęła bez zająknięcia.

Współczuję dzieciom toksycznych rodziców. Bardzo trudna to walka ze sobą – rodzic to nadal rodzic, ale granice muszą być, a dla trzymanych sztywno dzieci trudno uciec z tej klatki. Potrzebna im terapia, najlepiej obojgu, ale dzieci często tłumaczą takiego rodzica albo obracają wszystko przeciw sobie, że nie spełniają oczekiwań.

Walczmy wszyscy o zdrowie psychiczne nasze i innych.

A gdzie to spieprzyło?

Nie wiem gdzie mi uciekł cały kwiecień, ale trudno. Mamy maj, pogodę, ciepełko – czego chcieć więcej?

Głupie pytanie, każdy czegoś chce, nawet jeśli temu nie przytaknie. Ktoś chce iść na lody, chce wygrać w totka, chce premię, chce więcej czasu, chce…

Ja życzyłbym sobie spadającej inflacji, żeby politycy nie gadali, że u innych jest gorzej i że wszyscy robią co mogą. Chciałabym kupić mieszkanie/dom bez kredytu, a najbardziej to cofnąć czas albo raczej się w czasie, żeby pewnych rzeczy się nie pozbywać albo zainwestować.

Gdyby to mój M. wiedział 15-20 lat temu, że motorynki takie cenne będą.. że zamiast np. poloneza to garbusika mieć, zadbać. Może by nawet jeszcze jakiś kawałek ziemi nabyć, nie koniecznie duży, to w sumie zawsze dobra inwestycja. Teraz niby człowiek coś uskrobał, ale na niektóre wyceny strach patrzeć.

Powiem wam, ode mnie jakieś 2h drogi siedlisko znalazłam, dobre pieniądze, ale za to żeby to wyremontować… trzeba by było odczekać, bo materiały drogie. Jak znajomi w zeszłym roku budowę zaczęli, dotąd nie mogą skończyć, ledwo drzwi i okna wstawione, a jeszcze hydraulika, prąd – to nie są tanie rzeczy.

To nie tak, że mi źle w domu. To w końcu mój pierdolnik, ale człowiek ma jakieś marzenia. Jakie są wasze?

Co na Facebooku

Na Facebooku można znaleźć mnóstwo głupot, od malutkich ploteczek po wielkie domniemywane skandale.

Ja obserwuję takiego pana, Pawła Lęckiego, może ktoś kojarzy. Gość ma wiedzę i potrafi pisać. Posty są długie, owszem, wymagają też myślenia. Podejrzewam, że to niektórym sprawia trudności znacznie większe niż można przypuszczać.

Udostępnił on post pani Jolanty Gajęckiej, która mam wrażenie, pisze w podobnym tonie jak p. Paweł (a może to on pisze podobnie do niej?).

Teksty są niekiedy bezczelnie wprost, niekiedy z nutą ironii, ale bywają i takie całkiem zawoalowane w smutny żart.

Pozwolę sobie wrzucić tu fragment na zachętę.

Szanowny Panie Przemku,

No w zasadzie mam problem z tym „Ministrze”, bo z języka łacińskiego to: sługa, pomocnik… Wiem, wiem! Sługą Pan nie jest! Pan wstał z kolan i teraz należy Pan do kasty „panów”… „Pomocnikiem”? Też Pan nie jest, bo wszystko, co Pan robi, to sabotaż…

[…]

Jak wydać świadectwo ukończenia szkoły podstawowej Dziecku, które bez znajomości języka polskiego, było w polskiej szkole cztery, trzy, dwa miesiące? Jakie oceny ustalić? A co z przyrodą, techniką, plastyką, muzyką, których zajęcia skończyly się w czwartej, szóstej, siódmej klasie? Co wpisać na świadectwie? Wg uważania? Wylosować?

Myślę, że taki fragmencik starczy. Sama nie jestem w stanie się nie wkurwiać na takie pomysły. Jasne, jakoś trzeba spojrzeć w przyszłość, ale gdzie tu sens? Gdzie jest sens dla ukraińskich dzieciaków?

A to fragment z posta p.Pawła, który jakoś bardzo lubię:

Gdy już się wydawało, że Romana Giertycha nikt nie przebije, Roman Giertych raptem okazał się jednym z tych lepszych, gdyż jako minister walczył tylko z Gombrowiczem, a później został gwiazdą opozycji. Joanna Kluzik-Rostkowska sprawdzała, czy nauczyciele aby na pewno pracują w wigilię. Gdy przyszła Anna Zalewska i rozwaliła to, co jeszcze jakoś się trzymało w polskiej edukacji, łącznie z gimnazjami, to już gorzej być nie mogło, ale na scenę wkroczył Dariusz, Ściany Nie Zarażają, Piontkowski, który po pierwszych perturbacjach, okazał się w rezultacie zbawieniem dla polskiej edukacji, gdyż na niczym się nie znał, nic nie wiedział, trochę lubił Żołnierzy Wyklętych, więc nie podejmował żadnych decyzji. To były dobre czasy, gdy patrzymy na nie z obecnej perspektywy.

A co na to historia?

Nie moja wojna, a męczy. Po ludzku, psychicznie. Co dzień w wiadomościach „x dzień walk w Ukrainie”.

Kolejni politycy i nie tylko tak ładnie się wypowiadają o pomocy, współpracy, zaangażowaniu itd. Super, to budujące, ale czy przewidują granice tej pomocy?

Wiem, nie tak dawno pisałam „chwała Ukrainie i pomocnym Polakom”, że historia była i po co do niej wracać. Zawsze jest jednak jakieś „ale”.

Uchodźcy nie mają zbyt wiele, może tobołek z rzeczami, które zdążyli złapać albo i nawet tego nie. I otwiera się lista: darmowe przejazdy pociągami czy komunikacją miejską (na pewno w kilku większych miastach, zrozumiałe, ale od razu bezterminowo?), sporo Polaków chętnie podzieliło się domem (dobrze, jeśli ustalili na jaki czas, bo przecież potem dziecka nie wyrzuci na ulicę?, a specustawa przewiduje wsparcie na 2 miesiące), szkoły przyjmują dzieciaki (no bo co mają właściwie zrobić?), PESELe – oto clou programu. Mogą brać świadczenia typu 500+, mogą iść do pracy.

Nasz kraj jest tak bogaty, że mamy co dawać obcym? Że nasze dzieciaki nie mają gwarancji trafić do przedszkola, bo trzeba stertę zaświadczeń, że najlepiej samotny rodzic, bez wsparcia i musi do pracy? Jasne, zawsze jest prywatne, ale nie każdego stać finansowo i zdrowotnie (np.pracować na 2 etaty).

Ale miało być nie o tym. Pada tyle słów o przyjaźni polsko-ukraińskiej, ale o OUN czy UPA się zapomniało. Część społeczeństwa ukraińskiego poparła niemieckiego okupanta podczas IIWŚ? A nie ważne. Rzeź na Wołyniu, niejako rewanż AK w Chlebowicach chociażby. Przejęcie mienia z terenów ówczesnego jeszcze USRR. Wy-/Przesiedlenia też żadne zaskoczenie.

Sytuacja mniej więcej uspokoiła się po rozpadzie ZSRR, jak powstała niepodległa Ukraina. Czyli dotąd mamy jakieś 30 lat przyjaźni i współpracy. To niewiele więcej jak ja mam obecnie. Jadąc do i z pracy teraz słyszę głównie Ukraińców. Do człowieka jako takiego nic nie mam, ale łapię się na tym, że mam obawy co będzie.

Pójdą do pracy, znaczy dla naszych mniejsza szansa. Pracodawcy chętnie to wykorzystają na mniejsze płace, a ty Polaku zapomnij o podwyżce. To czarny scenariusz, ale możliwy – jesteśmy w Polsce.

Faza entuzjazmu i miłości się skończy, zacznie się etap kryzysu. Uchodźcy ze wschodniej Ukrainy mogą nie mieć do czego wracać, więc po co im wracać, skoro tu będą mieli miejsce?

Uchodźcy to grupa zróżnicowana. Bogaci i biedni, członkowie rodzin albo randomowi uciekinierzy, bardzo młodzi i ci najstarsi.

Może zamiast kasy, to bony? A potem myśleć o rozwijaniu pomysłu? Dopiero płacz był na podatki, a zaraz będzie krzyk zazdrości, bo oni dostają, a dla naszych nie ma i argumenty historyczne wrócą razem z żalem.

Kampania reklamowa YES

Dziś na przystanku widzę taką oto reklamę:

Hasło dobre, zdjęcie spoko, biżuteria jest. Ale chwila, coś nie pasuje. Ona ma.. wąsy?

Stałam jak idiotka gapiąc się na to zdjęcie i myśląc, czy to aby nie facet w takim razie. Potem przyszło olśnienie.

Wbiłam w Google hasło z plakatu i logiczne wyniki – podkreślenie faktu, że kobieta nie musi być idealna. Kobieta to nie tylko cycki i tyłek.

Przypomniała mi się koleżanka. Okres dojrzewania, te sprawy. Ona tak wyglądała – miała nadmierne jak na dziewczynę owłosienie. Ot, taka biologia.

Myślę sobie, a na co się oni tak wysilają, po co? Jaka ja głupia jestem, że człowiek już jest tak zmanipulowany mediami. Przecie to oczywiste jak Słońce i Droga Mleczna.

Kobiety są różne. Tu czy tam, niektóre ładniejsze – ba, urokliwe dzieci już od malucha się wykorzystuje do reklam. Kobieta to nie 90-60-90 (czy jak to tam szło), to nie czerwone usta, to nie dekolt, nie sztuczne rzęsy i nie pończochy.

Znaczy mogą, jeśli CHCĄ.

Są kobiety normalne, zwane szarymi myszkami. Bez makijażu, w spodniach, trampkach czy z plecakiem. Może jeździ za to zajebiście quadem, a może doskonale śpiewa, a nikt się o tym nie przekona, bo nie ma cycków na wierzchu.

Czas skończyć z nieosiągalnym ideałem pięknej i szczupłej. To nie znaczy, że nie należy promować zdrowego trybu życia! Uświadamiać jak ważna jest troska o zdrowie, uczyć, a nie prześladować.