Czasem tak człowiek siada i wzdycha.
Jakie to piękne pola mamy, jakie urocze te zwierzątka, jakie cudownie pachnące kwiaty, a jakie wysokie drzewa! Nie to co w mieście…
Stop.
Miasto jest czymś rozwojowym, czyż nie? W centrum trzeba się wysilić (w pewnym sensie), ażeby dotrzeć do specjalnie wydzielonego skrawka terenu zielonego. Miło jest posiedzieć na ławce w parku przy słonecznej pogodzie.
Ludzie z obszarów podmiejskich czy obrzeżnych walczą o pozostałości terenów zielonych wokół swoich domostw – i dobrze. Tempo rozwoju aglomeracji jest, powiedziałabym, zabójcze.
Tu by przydała się autostrada, tu mamy nowe osiedle w planie, więc z tym powiązana jest nowa trasa, nie mówiąc już o miejscach parkingowych. Co tu zrobić?
I czemu w tytule jest ‚zielona energia’? Tzw. zielona energia, energia odnawialna akurat może mieć większe powiązanie z ewolucją miejską i ogólnie krajową/światową, niż się wydaje.
Czytałam niedawno, że Brytyjczycy rozpowszechniają u siebie morskie farmy wiatrowe. Zapotrzebowanie na palowa kopalniane spadło do bodaj 10%, a w ciągu 5 lat ma zostać zamknięta ostatnia elektrownia węglowa.
Co prawda gaz ziemny pozostanie jeszcze liderem, ale powoli, powoli..
Może jeszcze powiedzmy sobie jakie mamy odnawialne źródła energii do dyspozycji: wodna, geotermalna, słoneczna, wiatrowa, prądów morskich (falowanie, pływy), a do tego biomasa, biopaliwo, biogaz. Statystycznie najwięcej daje nam słoneczko, potem wiatr, geotermia i daleko potem woda. Niestety tu istotnym jest aspekt koncentracji energii – energia słoneczna jest rozproszona (i efektem jest moc rzędu kilowatów), energia wiatru dzięki turbinom może być już bardziej skoncentrowana (i dać moc rzędu megawatów), a elektrownie wodne mogą wytwarzać moc rzędu gigawatów.
A tak poza tym: słyszeliście o internetowi rzeczy? Dzięki temu niektóre metropolie mają już swoje cyfrowe bliźniaki. Urbaniści analizują, próbują, szukają rozwiązań, planują nowe miasta – z korytarzami powietrznymi i terenami zielonymi przede wszystkim.
Ja wiem też, rozumiem, że ciężko przerzucić się na komunikację miejską. Te autobusy skrzypiące, tłok (+zapachy..), nie raz jakiś pan Żul. Rano najlepiej wyjść wcześniej niż się powinno, by w ogóle załapać się na miejsce stojące, podobnie koło godziny 16. Raczej mało kto ma pracę w godzinach nietypowych 😀
Ale przynajmniej zaczynają wchodzić hybrydy, to już też jakiś postęp. Może rozszerzy się możliwość korzystania z metra, może będą więcej torów kłaść, kto to wie…
A czy ty posortowałeś już swoje śmieci, by śmieciarka wpieprzyła i tak wszystko do jednego wora? 😉