Diety, które polecam

Zachęcam do czytania o bardzo skutecznych dietach by Ultra, bezpukania.eu

Nie należy bardziej komplikować sobie życia, skoro i tak łatwe nie jest. Wiadomo, ze kiedy jakość życia wzrasta, człowiek wycisza się, ma więcej czasu dla siebie i znajomych, stąd diety. Dieta offline Nie chcę być bombardowana złymi wiadomościami, tragediami, bredniami, kłótniami partyjniaków, dlatego prawie wcale nie włączam telewizora, rzadko zaglądam do telefonu, usuwam treści, które […]

Moje niektóre diety

Dziecko jak koń?

Wpierw rozbawiło mnie takie porównanie, ale potem przyszła refleksja.

Czytałam artykuł na Gazecie (Ocenianie dzieci? Rodzice są za, z 2018r.), że coraz częściej dzieci to nowe wcielenie rodzica z niespełnionymi ambicjami.

Basen, tańce, karate, judo, balet, pianino, skrzypce, konie, …

Można wymieniać długo, a coraz częściej dziecko od 6-20 jest na nogach, bo rodzic zapisał je na pierdylion zajęć rozwijających, ba, jeszcze w weekendy coś się znajdzie.

Rodzic sam pracując pon-pt chce po pracy odpocząć, czemu pozbawia tego dziecko? Czemu nie widzi, że dziecko może być przeciążone?

Nawet niekiedy słychać takie głosy, że dziecko niegrzeczne, marudzi, buntuje się. „Tyle pieniędzy wydaje, a ty tego nie szanujesz! Jeszcze mi podziękujesz! To dobry kierunek, dobre zarobki!” i wiele innych.

Czemu odbiera się młodemu CZŁOWIEKOWI wybór? Czemu zabrania mu się decydować o własnym czasie wolnym?

Dziecko też ma swoje prawa, ma głos. Tak jak nie należy wciskać mu żarcia, którego nie lubi to i zajęć, którymi się nie interesuje.

Nie wiadomo po co

Minimum osiągnięte, można się cieszyć, nie?

Tylko po co zakładać jakieś minimum, a gdzie maksimum?

Czy w rajdach startują, żeby dojechać, a jak się uda wygrać to fajnie?

W tenisie grają, żeby kogoś chociaż raz pokonać, nie żeby wygrać?

Na nartach jeżdżą, żeby tylko dojechać cało?

Ale cieszmy się, że po tylu latach wyszliśmy chociaż z grupy, to faktycznie postęp.

Bo to ostatnia niedziela i nic się nie stało.

Seria: Kobieta o kobietach cz.5

Kolorowy ptak, kolorowy charakter. Frida Kahlo dziś na tapecie.

Magdalena Carmen Frieda Kahlo y Calderon, butna i zawzięta, aspirowała na medycynę (gdzie dziewcząt było jak na lekarstwo; ha ha). Pech chciał, że wsiadła do innego autobusu niż pierwotnie miała i trolejbus również „wsiadł”, powodując drastyczny wypadek. Ciało Fridy przebiła stalowa poręcz, nie mówiąc o takich drobiazgach jak połamane kości od kręgosłupa do śródstopia. Wbrew rokowaniom lekarzy przeżyła, a po wielu miesiącach zaczęła ponownie uczyć się chodzić.

Czas spędzony w szpitalu poświęcała malowaniu. Wstać nie mogła, ale rękami na leżąco sobie radziła. Prace te pokazała potem malarzowi Diego Riverze, spotkanego jeszcze w gmachu szkoły. Efektem tej znajomości był ślub, gdy miała 22 lata. On był starszy o jakieś 20.

Podróżowali, spotykali się z innymi artystami na całym świecie, były wernisaże (obojga), cóż za życie! Wprawdzie Diego lubił umilić sobie czas innymi kobietami, ale jakoś to mogła przeboleć. Póki jedną z kochanek nie stała się jej młodsza siostra.

Przez rok nie wzięła pędzla do ręki. Ostatecznie im wybaczyła, ale to była zbyt wielka rana, by ją ot tak zapomnieć. Wdała się w romans z Lwem Trockim, a Diego wystąpił o rozwód. Kobiety były ok i Diego też, ale żeby Frida miała romans z facetem? Tak nie może być!

O ironio, rok po rozstaniu znów się pobrali. Fizycznie niewierni, ale przyjaźń, sztuka i komunizm były silniejsze.

Generalnie to Diego był tym „znanym artystą”, a Frida żoną w cieniu. Malowała trochę dla zabicia czasu i smutku (samotność, ból po operacjach oraz strata 3 ciąż), ale po sukcesie w Ameryce był Paryż. Nie czuła się tam zbyt dobrze, ale uznanie rosło. Gorzej ze zdrowiem…

Kręgosłup wysiadał, po 30 jeździła na wózku, amputowano palce u stopy, potem nogę do kolana. Mimo kamiennej maski bardzo cierpiała.

W Meksyku wystąpiła na własnym wernisażu niemal jak eksponat – w łóżku z baldachimem na środku galerii. To była równia pochyła ku śmierci, ale nawet na kilka dni przed śmiercią namalowała jeszcze obraz – arbuzy z podpisem „Viva la vida”.

Autoportret jako Tehuanka

***

Czytaj też pozostałe części serii „Kobieta o kobietach”:

  1. Kobieta o kobietach – część 1
  2. Kobieta o kobietach – część 2
  3. Kobieta o kobietach – część 3
  4. Kobieta o kobietach – część 4
  5. Kobieta o kobietach – część 5
  6. Kobieta o kobietach – część 6

Seria: Kobieta o kobietach cz.4

Coś z naszego podwórka: Maria Skłodowska-Curie. Tej pani nie trzeba przedstawiać, pasja i ciężka praca to cała ona.

Od dzieciństwa była uzdolniona, jeśli chodzi o naukę. Gimnazjum ukończyła z wyróżnieniem. Niestety ówczesne czasy dla kobiet nie były zbyt przychylne – Królestwo Polskie XIX w, w zaborze rosyjskim nie miały one wstępu na wyższe uczelnie. Wymyśliły więc wyjazd do Paryża, ale rodziny na taką eskapadę nie było stać, więc plan został podzielony: wpierw wyjechała Bronisława, by po 7 latach mogła przeprowadzić się Maria.

W Paryżu zrobiła licencjat z fizyki i matematyki, poznała swego przyszłego męża, a w lipcu 1898 r. w sprawozdaniu dla Francuskiej Akademii Nauk wspomnieli o nieznanym metalu, który nazwaliby „polon”. Dlatego wrzuciłam tę datę, bo w grudniu dokonali kolejnego odkrycia w postaci radu.

Sukcesom nie było końca: doktorat, Nagroda Nobla z fizyki, potem z chemii. Szkoda, że poza tym światem naukowym idealnie nie było w życiu osobistym. Doczekała się wprawdzie dwóch córek, ale w czasie między tymi dwoma straciła dziecko będąc w 5 miesiącu. To też miała być dziewczynka.

Niestety i ta sielanka nie trwała długo, bo jej mąż zginął pod kołami konnego wozu. Bardzo to nią wstrząsnęło, stała się „zimna niczym ryba”, jak stwierdził Albert Einstein. O dziwo jednak nawiązała romans z byłym studentem swego męża, Paulem. Pech chciał, żonatym i młodszym.. oczywiście wybuchł skandal.

Jakoś rozeszło się po kościach, a Maria przeszła załamanie nerwowe, nie chciała jeść, ba, rozważała samobójstwo. Na szczęście oddała się pracy. Na jednym z kongresów powstało słynne „najinteligentniejsze zdjęcie w historii”, gdzie jest Maria w otoczeniu 28 mężczyzn.

Niestety wojna zrujnowała jej finanse. Organizowała ruchome punkty rentgenowskie zwane „małymi Curie” (w samochodach ciężarowych umieszczano aparaty RTG i dynamo). A największy skarb swojego instytutu, gram radu, wywiozła osobiście.

Jeździła po Stanach, żeby zarobić. Pieniądze wydała na.. dwa gramy radu. Dla francuskiej placówki i Instytutu Radowego w Warszawie. Co ciekawe, wyższe sfery nosiło przy sobie w fiolkach bromek radu – rozpływano się nad jego prozdrowotnymi właściwościami.

Maria poważnie zachorowała, traciła wzrok, do tego miała anemię plastyczną. Została pochowana jako pierwsza kobieta w paryskim Panteonie.

*o ironio, jej wnuczka, Helene, poślubiła Michela – wnuka swego kochanka

***

Czytaj też pozostałe części serii „Kobieta o kobietach”:

  1. Kobieta o kobietach – część 1
  2. Kobieta o kobietach – część 2
  3. Kobieta o kobietach – część 3
  4. Kobieta o kobietach – część 4
  5. Kobieta o kobietach – część 5
  6. Kobieta o kobietach – część 6