Tak sobie siedzę, czytam i myślę – okres wakacyjny, jak zwykło się mawiać, nie jest jakiś pasjonujący. Niektórzy wyjeżdżają, biorą urlopy, tydzień-dwa względnego spokoju, sypią się opinie o hotelach itp., ale żeby znaleźć konkret… nie bardzo.
Poszłam więc w inną stronę – czego ludzie szukają, a nie koniecznie mówią?
Otóż analiza bardzo ogólna, dała mi pogląd, iż:
czas wakacyjny to czas powrotów do przeszłości, miejsc i wspomnień, muzyki
poszukiwanie smaków – nowych i znanych, przepisy proste, a smaczne i zdrowe
relaks od kultury masowej, oderwanie, reset
powrót do natury, ogrodnictwo, sadzonki balkonowe
Oczywiście, że to żadne odkrycie.
Tylko… dlaczego akurat głównie w miesiącach lipiec-sierpień? Właściwie wydawało mi się, że pewna moda zaczyna się w czerwcu, kończy gdzieś we wrześniu, póki pogoda sprzyja. Jakże moje spojrzenie było ograniczone, a przecież wystarczyłoby ruszyć szarą komórką, żeby rozdzielić temat „trendów” na kilka aspektów i cały rok ma swój sens.
Moda – główne zainteresowanie to wrzesień (back to school) oraz grudzień/styczeń (wyprzedaże) 👢👙
Jedzenie jest każdemu potrzebne co dzień, ale sezonowo najlepiej idzie kwiecień (Wielkanoc), maj-lipiec (grille, świeże produkty), grudzień (Święta) 🍤🍴
Styl życia (well-being) to oczywiście styczeń (postanowienia) i maj-czerwiec (przedwakacyjnie) 🌺🏄
Technologia ma pewne wyraźne skoki w styczniu (event CES), czerwcu (WWDC Apple, choć mnie to jakoś bardzo nie rusza…) i listopadzie (Black Friday czy inne Cyber Monday) 🎮⚙
Właściwie teraz mnie nie dziwi, że sklepy oferują produkty na Halloween we wrześniu, bo zaraz potem zmieniają na świąteczne. Kampania musi zacząć się stosownie wcześniej, żeby konsument pomyślał – może teraz będzie taniej?
Z tymi powyższymi łączą się inne kategorie np. rozrywka (oscary, festiwale muzyczne, świąteczne filmy), handel (przybory, prezenty, Dzień Matki, Ojca, Babci, Dziadka, Psa, Kota…), finanse (PIT, inwestycje, podatki).
Czy jest coś w takim razie, co utrzymuje się cały rok?
Pewno, choćby beauty – makijaże i fryzury na co dzień i od święta 💅👀
Edukacja – z racji chyba coraz większej oferty zajęć online ludzie chcą się dokształcać 😉 📖✍
Zwierzęta – one jak ludzie potrzebują jeść, pić, wydalać, do tego chorują, a „śmieszne filmiki” czasem są faktycznie śmieszne 🐾🦎
Co w sumie mnie cieszy, na popularności zyskuje rękodzieło. Te wszystkie instruktaże z tym magicznym „DIY” są fajne, chociaż nie zawsze takie łatwe jak mówią… może ja jestem po prostu beztalenciem w tej dziedzinie 😀 (PS. chyba nigdy nie nauczę się jak to wymawiać; podobno jako osobne litery „di aj łaj”, no bo skrót, ale słyszałam wersje już jako „dij”, „daj”).
A Wy macie jakieś trendy? Może z trendów się wybijacie? 😁
ostatnio naszła mnie taka wena, że musiałam – na Wattpadzie zaczęłam opowieść o nauce i mistycyzmie, świecie widzianym i ignorowanym.
Czy pasuje to do ostatnio wspominanych chorób psychicznych? Trochę tak. Trochę do starych czasów, zapomnianych, kiedy to kobieta była jednak nieco mniej poważana, doceniana?Też.
Prezentuję przed Wami „Most nad mgłą” – most nauki nad mgłą tajemnic.
Czasem zdarza się nam, że widzimy kogoś łudząco podobnego do naszego znajomego. Ba, czasem byśmy rzekli: „słuchaj, widziałem Cię dziś tu i tu”, „szłaś dziś koło sklepu X?”, „czemu nic nie mówiłeś, że będziesz przy Y?”. Rozmówca patrzy jak na idiotę i odpowiada, że go tam nie było. No i zonk.
Czasem sami spotykami własnych sobowtórów. Gdy ja spotkałam kolegę i jego sobowtóra zupełnie przypadkiem (oni też się nie znali) miałam przez chwilę poważną wątpliwość którego znam, choć po chwili zaczęłam zauważać różnice.
Do czego zmierzam – do zderzenia rzeczywistości z chorobą. Chodzi mi o zespół Capgrasa, dość rzadkie schorzenie. Jest dla mnie ono dość skomplikowane, może towarzyszyć schizofrenii, a polega na tym, że rozpoznajemy co prawda ogólnie krewnych, przyjaciół itp., ale nie wiąże z nimi żadnych uczuć, jakby byli obcy. Wniosek? Obcy podmienili tych ludzi!
Człowiek chory dorabia teorie spiskowe, nawet do tego stopnia, że ludzie doszukują się wszędzie agentów i „wtyczek” – nawet w zwierzętach, a co może prowadzić do obsesji. To już brzmi groźnie. Przy takim schorzeniu film „Inwazja porywaczy ciał” nie jest już straszny.
Ciężko tak z opisu w sumie odróżnić ten zespół od samej schozofrenii, co?
Szczególnie tu precyzując: schozofrenii paranoidalnej, w końcu polega na urojeniach, też omamach, wycofaniu, ale też problemami z koncentracją czy pamięcią.
Tu jest haczyk, że schizofrenia obejmuje wszystko i wszystkich wokół Ciebie, a zespół Capgrasa może odnosić się tylko np. do jednej osoby z rodziny. Myślałam, czy to nie jakiś level up, ale nijak by się to nie miało. No bo z jednej strony mamy halucynacje, logika nam siada, a z drugiej patrzymy na człowieka nam bliskiego, ale jesteśmy święcie przekonani, że to obcy i koniecznie chcemy zdemaskować oszusta, nie ważne co się stało z oryginałem. Zamiast wyższego poziomu to by raczej odgałęzienie pasowało w sumie.
lekarzebezkolejki.plmedicinehelpful.com
Dla większego mind fuck’a dorzucę jeszcze zespół Fregoli (Fregolego). Tym razem chory jest przekonany, że ludzie, których spotyka to tylko zmiana wyglądu innej, ale jednej istoty. Oczywiście ta choroba też może być powiązana ze schizofrenią. W końcu urojenia tu, urojenia tam… Dochodzi do paranoi, że ktoś chce choremu zaszkodzić albo nawet może zabić.
To schorzenie mieści się w szerokiej bazie „urojeń fałszywej identyfikacji„, do której należy subiektywny zespół podwójny (to nie inni mają Doppelgangery, to ja jestem zduplikowana!); złudzenie w lustrze (przecież to nie ja!); zespół deliryczny w rozumieniu ożywiania przedmiotów np. lalek; paramnezja reduplikacyjna (mój dom został przeniesiony/zduplikowany); zespół Cotarda (np. nie żyję to nie muszę jeść/ ja nie żyję, rozkładam się!); delirium „The Truman Show” (moje życie to film, ja jestem głównym bohaterem!).
***
Bardzo zachęcam do zajrzenia na bloga dr Marka Griffithsa. Cytując: Jeśli interesują Cię uzależniające, obsesyjne, kompulsywne i/lub ekstremalne zachowania, trafiłeś we właściwe miejsce.
Ponadto zapraszam po wiedzę do Psychiatry.Online. Bawcie się dobrze 🙂
By odpocząć trochę z okazji tych tzw. wakacji* to czytam sobie różne gazetki (papierowe!) i tak wpadło mi hasło, wyrażenie właściwie „wieczna młodość” w oko. Brzmi to jakże śmiesznie, raczej jak z jakiejś starej bajki czy SF albo właściwie reklamy super-kremu, ale może z jakiegoś powodu ta myśl wraca do łask.
Wchodząc głębiej dużo się z tym SF nie myliłam, biotechnologia, genetyka – te sprawy. Niby logiczne, ale się kojarzy.
Co więc daje nam nowe nadzieje na ten eliksir młodości?
Zaczynamy od golców (XD) pustynnych. Tu link do artykułu w necie -> Interia
foto z Interia.pl
Te niezbyt może urodziwe kretoszczurki nie dość, że w dużej mierze są odporne na niedobór tlenu, czy nawet na jego krótkotrwały (kilkunastominutowy) brak – bo przestawiają się na spalanie fruktozy jak rośliny, ale też nie czują bólu. Ba, na dodatek one praktycznie są odporne na choroby nowotworowe. Może eksperymenty z żywym ogranizmem i infekowanie go specjalnie wirusem wywołującym raka jest słabe, ale skoro przyniosły taką wiedzę…
W każdym razie te golce jak na gryzonie żyją dość długo, bo ok. 30 lat. Taki zwierzaczek „ekstremalny” może pomóc dzięki swym cechom różnorodnie:
terapia genowa – modyfikowanie tkanek
podukcja leczniczych molekuł do terapii
nowe leki
Drugi cud natury to niesporczaki 😀 Obrazek poniżej już dużo nam powie.
Jak wyczytałam to i temperatura -270 nie będzie im straszna, są odporne na ciśnienie 6x większe niż to na dnie Rowu Mariańskiego (jakoś koło 110 MPa), czyli na luzie pewnie rozerwałoby człowieka.
Potrafią przejść w anabiozę, żeby przetrwać dzięki specjalnym białkom chroniącym komórki. U ludzi mogłoby to znacznie opóźnić śmierć! Chociaż to akurat nie wiem czy powód do radości…
Ale konserwacja leków (tych z białkiem) czy organów do przeszczepów to już sensowne. A co by jednak trochę odlecieć, to rozważania nad wprowadzeniem do DNA genów tak wytrzymałych stworzeń prowadzą do podróży w kosmos 🙂
To pomówmy krótko o mitycznej hydrze, bo taką nazwę nosi pewne zwierzątko, bezkręgowiec – stułbia. Link do innego artykułu -> LINK
Można rzec, że hydra się nie starzeje. Poważnie, ona tak w teorii jest nieśmiertelna, bo komórki macierzyste dzielą się bez ograniczeń. Częściowo dzięki genowi FOXO, ale prócz niego musi być coś jeszcze w tej istocie, bo nawet po usunięciu tego genu i licznych chorobach, na które ona zapada, śmiertelność się nie zwiększa. Ich życie zależy głównie od środowiska, w którym żyją. Czy w takim razie mogłyby żyć realnie wiecznie? Albo chociaż okropnie długo?
Kolejne eksperymenty dały pewną nadzieję – jest pewien wariant wspomnianego genu, FOXO3. Prawdopodobnie dzięki niemu ludzie mogą dozyć setki i więcej. Nawet jest sugestia, by spróbować własnej modyfikacji poprzez spożywanie astaksantyny występującej w glonach czy rybach (skrót myślowy). Ma dużo silniejsze działanie niż wit. C czy E.
Może w międzyczasie byśmy dorzucili żółwie? Choćby żółw słoniowy. Inny artykuł -> LINK
Santa Cruz, Galapagos Islands
Dzięki mechanizmom typu NER i BER żółwie mogą usuwać bądź naprawiać uszkodzenia. Niskie tempo podziału komórkowego to mniejsze ryzyko błędów, gen TP53 potrzebny do apoptozy. Do tego geny chroniące białka, które je stabilizują i przedłużają ich funkcjonalność, co daje nam istotę żyjącą koło 200 lat.
Powoli dobijając do końca tej cud-listy dorzucimy wieloryba. Tak, wreszcie coś większych rozmiarów! Właściwie też znany jako wal. Inny artykuł -> LINK
niedaleko Ziemi Baffina w Kanadzie – robertharding – East News
Niestety wieloryby nie miały łatwego życia. Fiszbinowiec, który jest nieproporcjonalny, jakby ekspetyment natury, który jakoś przetrwał, choć preferuje pływać sobie wolno i dostojnie przy powierzchni. To raczej mało bezpieczne w perspektywie kiedyś i teraz polujących wielorybników. Kto mi wiarygodnie udowodni, że już absolutnie nikt na nie nie poluje? Nawet mimo zakazu…
Na szczęście dzięki wielkiej ilości tłuszczu może kryć się pod lodem. Ogólnie rzecz biorąc długowieczny, nawet potrafi dożyć ok. 200 lat, nie narzeka na choroby serca czy raka mimo swoich rozmiarów.
Posiada geny pomagające w naprawie DNA, zwiększające odporność i spowalniają proces starzenia. Białko UCP1 (termogenina w BAT) dostarcza energii w zimnie, z czego korzystają też niejako niedźwiedzie podczas swojego zimowego snu. Ba, większość ssaków łożyskowych na ten gen z racji właśnie termoregulacji.
Tym ciekawsze, że u większości fiszbinowców ten gen zanikł całkiem lub posiadają jego niefunkcjonalną kopię (pseudogen), a u tego walenia nadal występuje, choć może być ewentualnie zmodyfikowany.
Przy okazji dorzucę tu słonia. Nie żyje on wprawdzie tak długo jak ww. wieloryb, bo coś może do 60-70 lat, ale ma też ciekawe cechy.
Słonie posiadają białko p53. Cóż to za odkrycie, zapytacie. Ano chodzi o to, że to białko podejmuje się naprawy DNA przy niewielkich zniszczeniach, ale jeśli nie ma na to szans – doprowadza do apoptozy, niejako samobójstwa komórki.
Ludzie mają raptem jeden gen do produkcji tego białka, a słonie 20. Może komuś się obił o uszy paradoks Peto – im wieksze stworzenie, tym mniejsze ryzyko choroby nowotworowej. Odwrotnie niż logika sugeruje – im więcej komórek, tym większe ryzyko choroby.
Obserwacja statystyczna z 1977 r. – niestety jednak została ona podważony. To nie tyle chodzi o zachorowalność, a o umiejętność organizmu do zwalczania komórek rakowych.
Kończymy listę rekordzistami długowieczności:
rekin grenladzki (to zimno jednak musi coś znaczyć) – potrafi dożyć do 400 lat!
małż oceaniczny – ten to nawet do 500 lat
„nieśmiertelna” meduza – potrafi cofnąć się w rozwoju do stadium polipa i na nowo stać się dorosłą wersją
Już kolejna część – gnostycyzm. To jest taka mieszanka chrześcijaństwa z pogaństwem (choć obecnie samego chrześcijaństwa nie nazwałabym „czystym”…)
*gnoza – stgr. poznanie, wiedza; wiedza jest narzędziem do (samo)zbawienia; człowiek pogrążony jest we śnie, a gdy się obudzi oznaczać będzie to poznanie prawdy o duchowym powołaniu
krzyż gnostycki
Człowiek jako combo ciała, duszy i ducha ma problemy ze swoją istotą, chcąc wznieść się ponad poziom natury ludzkiej wbrew prawom natury, które go zniewalają. Brzmi poetycko, prawda?
Celem życia człowieka jest uwolnienie ducha – pneumy – by dotrzeć do Boga. Ducha ogranicza rozum, ale za to ta świadomość ma w sobie już mądrość, świadomość swoich ograniczeń i dążenie do wiedzy, objawienia, iluminacji.
*pojęcie pneumy (gr. oddech, powietrze) wprowadzili stoicy, a oznaczało ono w starożytnej Grecji pierwiastek czynny odpowiadający za jakość ciała; czynnik, który nadaje ciału ruch i życie
Przy okazji: gnostycy uznają wiele pism późnochrześcijańskich, które większość chrześcijan zalicza do apokryfów, np. ewangelie Judasza, Marii, Prawdy, Dzieciństwa Jezusa.
Do szeroko pojętego gnostycyzmu zaliczamy m,in. manicheizm. To jest taka mieszanka zoroastryzmu, buddyzmu i chrześcijaństwa. Tu kłania nam się dualizm, walka dobra ze złem, a by zło zwyciężyć najlepiej prowadzić życie ascetyczne. Prokreacja jest zła, gdyż dziecię dotąd jako eon musiało przyjść formę cielesną – materię, która była zła z założenia. Przy okazji symbol krzyża też jest uznawany za zło – symbol krzywdy i zepsucia ludzkiego jako narzędzie materialne.
Drugim odłamem jest mandaizm, monoteistyczna mieszanka religijna wierzeń egipskich, żydowskich, chrześcijańskich, gnostyckich i perskich. Tu kwestią najważniejszą jest sprzeciw wobec wszelkich walk i przelewów krwi, ale też celibat i ascetyzm. Ważnym elementem jest chrzest, a świątynie zawsze budują przy wodzie – rzekach, strumieniach. Do tego jest to jedna z ostatnich grup posługujących się językiem aramejskim z czasów Jezusa!
Mandejczycy jako proroka uznają Jana Chrzciciela, a Jezusa zwą fałszywym prorokiem, który oszukuje wiernych podając się za tego właściwego i wybranego.
Wielu badaczy jest zgodnej myśli, że mandaizm ma dawne, pre-chrześcijańskie, palestyńskie pochodzenie, choć głównym dziełem, które potwierdzałoby historię Mandejczyków jest Haran Gewaita (Haran Gawaita). Niestety poza tym jest to bardzo słabo zbadany obszar, gdyż ta grupa jest dość zamknięta i niechętna do kontaktów z obcymi.
Agnostycyzm też musiał się pojawić 😀 Jest mi bliski z tej racji właśnie, że wyznaje zasadę niemożliwości poznania całkowicie rzeczywistości, ani dowiedzenia czy Bóg/bogowie istnieją czy też nie. Wprawdzie agnostyk może być jednocześnie ateistą, teistą albo żadnym, choć trochę mi się te różne formy gryzą…
Chyba do tego nurtu najbardziej przekonał mnie Jan Hartman.
Agnostycyzm to postawa uczciwości intelektualnej. Agnostyk mówi tak: gdyby Bóg istniał, oczekiwałby, że będę agnostykiem, bo naprawdę nie wiem. Jest pychą udawać, że się wie coś, czego się nie wie.
Ateista nie wierzy i zaprzecza, agnostyk nie jest przekonany do istnienia Boga (lub bogów), ale też nie zaprzecza jego (ich) istnieniu.
Pozwolę sobie przekopiować podział agnostycyzmu, choć jak wspomniałam, kłóciłabym się z niektórymi.
Agnostycyzm można podzielić na kilka kategorii. Współczesne wersje to:
Silny agnostycyzm – istnienia Boga lub bogów nie można udowodnić w żaden sposób i nigdy nie uda się tego udowodnić.
Słaby agnostycyzm – istnienie Boga lub bogów jest obecnie niewiadome, lecz może stać się wiadome w przyszłości, dlatego na razie należy wstrzymać się z oceną.
Agnostyzm teistyczny (również agnostycyzm religijny) – nie wiadomo, czy bogowie istnieją, a mimo to nadal w nich wierzy. Agnostycyzm religijny odrzuca jednak wszystkie treści religijne, zawarte w tradycji i świętych księgach uważając, że ich wartość poznawcza jest zbliżona do legend. Według niego, aby coś zbadać, trzeba mieć ścisłą definicję tego, co się bada – dopiero wtedy możliwe jest stworzenie odpowiedniej metody i przyrządu badawczego.
Ateizm agnostyczny – nie wierzy w żadnego boga, mimo że wie o braku możliwości udowodnienia nieistnienia bóstw.
Ignostycyzm – pytanie o istnienie Boga jest pozbawione sensu, ponieważ nie posiada ono weryfikowalnych (czy testowalnych) skutków i dlatego powinno być zignorowane.
Teizm agnostyczny – wierzy w możliwość istnienia bogów, nie mogąc tego udowodnić
Za to bardzo podoba mi się objaśnienie p. Richarda Dawkinsa. Dawkins w swojej książce Bóg urojony przedstawia siedmiostopniową skalę wiary w boga lub bogów:
Silny teizm – wierzę i WIEM, że Bóg istnieje.
De facto teizm – nie wiem, czy Bóg istnieje, ale silnie w niego wierzę i żyję w przekonaniu, że tak jest.
Słaby teizm – nie jestem pewien, czy Bóg jest, ale i tak w niego wierzę.
Agnostycyzm – istnienie Boga i jego nieistnienie są tak samo niemożliwe do udowodnienia.
Słaby ateizm – nie wiem, czy Bóg istnieje, ale jestem sceptyczny.
De facto ateizm – nie wiem na pewno, ale uważam, że Bóg jest bardzo nieprawdopodobny.
Silny ateizm – wiem na pewno, że Boga nie ma.
Z innej strony jest wielu krytyków agnostycyzmu czy teizmu. Twierdzą oni, że w praktyce agnostycyzm jest niemożliwy, ponieważ człowiek może żyć tylko tak, jakby Bóg nie istniał (etsi deus non-daretur), lub jakby istniał Bóg (etsi deus daretur).
Uczeni religijni tacy jak Laurence B. Brown krytykują nadużycia słowa agnostycyzm, twierdząc, że stał się jednym z najbardziej błędnych terminów w metafizyce i stawia pytanie: „Twierdzisz, że nic nie może być znane z całą pewnością … jak więc możesz być tak pewny?”
Według Richarda Dawkinsa, rozróżnienie między agnostycyzmem a ateizmem jest niewygodne i zależy od tego, jak blisko zera osoba jest skłonna ocenić prawdopodobieństwo istnienia jakiegokolwiek podmiotu podobnego do boga. O sobie, kontynuuje Dawkins: „Jestem agnostykiem tylko w takim zakresie, w jakim jestem agnostykiem w stosunku do wróżek w ogrodzie”.
Czy agnostycyzm kojarzy wam się już z innym ruchem/nurtem religijnym? 😉
Jestem terapeutką w trakcie certyfikacji psychoterapeutycznej. Integruję podejścia: TSR, poznawcze, humanistyczne, doświadczeniowe. Interesuje się pracą ze snami i wyobraźnią, kreatywnością, antropologią, neuronauką. Zapraszam na sesje indywidualne i warsztaty.
Nauczyć się być radosnym, kiedy serce płacze... Nauczyć się płakać, kiedy serce się cieszy... Nauczyć się dawać, nie dając... Nauczyć się brać, nie biorąc... Nauczyć się żyć, nie czując życia.. Nauczyć się ....miłości nie kochając... Nauka jest sztuką!!!!
🔬 Laboratorium kreatywnego myślenia. Tu słowo nie pełni roli ozdobnika - ono bada, prowokuje, kreuje i skłania do refleksji. To blog, który nie boi się myśleć inaczej. Literacki performance kobiety po przejściach - czyli przestrzeń dla idei, które nie mieszczą się w schematach. "Myśli (nie) banalne Joanny to publicystyka z pazurem. Tu absurd nie śmieszy - on brutalnie obnaża rzeczywistość.